sobota, 23 stycznia 2016

Wrocławskie Spotkanie Gorsetowe 16.01.2016

Dokładnie tydzień temu miałam okazję być na spotkaniu miłośniczek gorsetów, które odbyło się we Wrocławiu. Wydarzenie zostało zorganizowane spontanicznie i taki też miało charakter. Miejsce to "Graciarnia Pub Cafe", które wyjątkowo przypadło mi do gustu, gdyż kocham starocie wszelkiej maści.



Tego typu spotkania to świetna okazja, żeby zobaczyć na żywo różne modele gorsetów, z którymi nie miało się bezpośredniej styczności, ale także można obejrzeć jak się prezentują inne rozmiary. To również świetna okazja dla nowicjuszek, żeby nieco się zgłębić w temat. Jednym z częstszych dylemató‬w przy wyborze gorsetu, nawet u osób już nieco doświadczonych, jest jego długość. Tutaj każdy mógł sprawdzić czy dany wykrój i długość będą odpowiednie.


Rekordzistą w ilości okazał się model underbust green poison ze sklepu Rebel Madness - wystąpił w aż trzech różnych rozmiarach.

Niektóre z uczestniczek przyniosły po kilka swoich gorsetów - można było do woli oglądać, macać i nawet przymierzać, przez co pierwsza część spotkania mocno skupiła się na przymiarkach i robieniu zdjęć


Gorsetowa ciuchcia!




Gdy większość gorsetów była już pomierzona i obmacana, ja przystąpiłam do robienia im zdjęć. Muszę przyznać, że znaczna większość prezentuje się lepiej niż na zdjęciach sklepowych.


underbust raven skull od Rebel Madness


underbust longline gray shadow od Rebel Madness


underbust red queen
od Rebel Madness
Ten gorset widziałam na żywo pierwszy raz na spotkaniu gorsetowym też we Wrocławiu, ale miało to miejsce we wrześniu 2013 roku :) i od tamtej pory wiem jak piękny w rzeczywistości jest to gorset, na zdjęciu sklepowym wydawał mi się zbyt jaskrawy i przez to nieciekawy.


Pojawiły się również gorsety własnoręcznie szyte! To kolejny smaczek spotkań gorsetowych.


underbust cold steel od Rebel Madness - muszę przyznać, że po obejrzeniu i zmacaniu na żywo zaczęłam się zastanawiać nad dołączeniem tego egzemplarza do swojej kolekcji.


Biały kruk wśród gorsetów! underbust żakard (2) od Papercats, model z roku około 2011.


Kolejny własnoręcznie uszyty gorset.


Stolik zawalony gorsetami - wyjątkowo przyjemny widok.

Gorsetów było oczywiście dużo więcej. Dominowały główne gorsety typu underbust (overy były tylko dwa, w tym jeden mój) i ze sklepu Rebel Madness.


Grupowe musi być! A i tak nie wszyscy się załapali, nad czym osobiście ubolewam.


Ja przybyłam tylko z jednym gorsetem (ilość w walizce mocno ograniczona) i był to Overbust Cabaret od Papercats. Na spotkaniu pojawił się również model Underbust Cabaret, co musiało skończyć się wspólnym zdjęciem.

Lista sklepowych modeli, jakie się pojawiły (przepraszam z góry za pominięcie jakiegoś, ale nie sposób zapamiętać taką ilość w tak krótkim czasie)
Papercats:
Overbust Cabaret
Underbust Cabaret
Underbust Żakard
Underbust Mat Longline

Restyle:
Underbust Wide Hips Matt
Underbust Stained Glass

Rebel Madness:
Underbust Red Queen
Underbust Cyan Rose (w wersji longline, dostępnej tylko na targach)
Underbust Creepy Monsters
Underbust Cold Steel
Underbust Intense Violet
Underbust Oriental
Underbust Raven Skull
Underbust Green Poison (x3)
Underbust Deadly Rose
Underbust Longline Gray Shadow
Overbust Eco Skóra

Co oprócz spotkania gorsetowego? Przybyłam również z nadzieją na załapanie się na kilka wydarzeń plenerowych w ramach ESK, ale wzrost znacznie poniżej średniej społeczności nijak mi w tym nie pomagał. Mróz również. Za to siostra zabrała mnie do wyjątkowo przyjemnego miejsca, jakim jest hinduska restauracja Masala. Jedzenie mają naprawdę przepyszne, ale spotkała mnie tam wyjątkowo niecodzienna sytuacja - odmówiono mi sprzedaży zestawu dla dzieci. Zwykle zamawiam takie z powodu mniejszych porcji, ponieważ nie spożywam takiej ilości jedzenia co przeciętna dorosła osoba, do tego byłam w gorsecie, co jest równoznaczne ze skompresowaną pojemnością żołądka (tak, mogłam zdjąć, ale nie zamierzałam paradować z gorsetem pod pachą przez miasto, overbust jest trochę za duży, żeby go zmieścić do torby A4, której i tak nie miałam). Walory smakowe zrekompensowały ten mały niefart, a jako miłośnik herbaty poznałam Mocha Chai, którą zamierzam spreparować samodzielnie (jak się okazało, większość składników już posiadam).


Siostra połechtała me ego i zażyczyła sobie tego zdjęcia wydrukowanego w duzym formacie.

Pójście do restauracji hinduskiej w tęgi mróz okazało się być strzałem w dziesiątkę - kuchnia hinduska bazuje na przyprawach korzennych, o właściwościach rozgrzewających. Napchani specjałami o aromacie imbiru, cynamonu, kardamonu, goździków i wielu innych, mogliśmy dalej przemierzać miasto Wrocław wieczorową i mroźną porą.



Stwierdzam, że zdecydowanie częściej muszę odwiedzać moją siostrę i miasto Wrocław.

A następne spotkanie gorsetowe, na którym będę, odbędzie się 6 lutego w Bielsku-Białej :)

środa, 13 stycznia 2016

Alchemy Gothic Passion Earring - ciąg dalszy

Trzeci wpis w styczniu?! A ja nie miałam żadnego postanowienia noworocznego w postaci częstszego pisania na blogu... za to miałam takie na zeszły rok i wyszło jak wyszło (a może właśnie w tym szaleństwie jest metoda).

Dawno temu (a dokładniej półtorej roku temu) zrobiłam wpis o podróbach biżuterii Alchemy Gothic Passion. Dzisiaj chciałabym do tego wrócić, ponieważ zdobyłam inną replikę (jaki ładny zamiennik dla słowa "podróbka", nie?), a w ostateczności i oryginał(!!!). Wpis opóźnił się z tego powodu, że musiałam dokonać gruntownych poszukiwań pierwszego egzemplarza, który już został wcześniej opisany, a zależało mi na tym, żeby pokazać je wszystkie razem.



Od lewej:
1. Pierwsza kopia
2. Druga kopia
3. Oryginał

Już na starcie widać różnice. Tak, kopia numer dwa posiada już koszyczki oplatające wiszące łezki, chociaż w recenzji pierwszej kopii pisałam, że podróby ich nie posiadają. Człowiek bywa naiwny. Za to same łezki mają dziwny, blady kolor. Idealnie niepasujący do dużej łezki w kolorze czerwono-pomarańczowym.
Następna różnica to kolory czerwonych elementów. Na podróbach mamy atak czerwonej pomarańczy z bladym różem. W oryginale łezki są niemalże czarne, przez co wyglądają jak granaty.
Kolejna rzecz, którą dość mocno widać, to różnica w rozmiarach. Oryginał jest zdecydowanie większy i to jest powód, dla którego wpadłam niemalże w rozpacz. Po założeniu zausznicy, sztyft, który powinien znajdować się w dziurce od ucha wylądował jakieś pół centymetra niżej. A konkretniej poza moje ucho. Włożenie go od razu do ucha skutkuje odstawaniem zausznicy od góry, przez co jest niestabilna i nijak się ucha nie trzyma. Najlepiej na moim uchu leży "druga kopia". Nie przeczę, byłam mocno sfrustrowana tym faktem. Przejdźmy jednak do dokładniejszych zdjęć i opisów.



Kopia, na temat której napisałam już recenzję. Mam do niej naszyjnik do kompletu. Muszę przyznać, że jak na tak tanią podróbę trzyma się całkiem mocno. Nic nigdzie nie odpadło, nie poluzowało się, a metalowe elementy nie zmieniły koloru. Reakcji alergicznych również brak (ale moja skóra jest dość pancerna). Wykonanie dość toporne, ale jak to mówią: you get what you paid for.



Przyznaję, że nie mam pojęcia jak długo mam ten egzemplarz u siebie, ale na pewno znacznie krócej niż poprzedni. Ta zausznica jest wykonana dużo lepiej, wierniejsza oryginałowi, ale kolory czerwonych elementów nadal są niezbyt ładne, szczególnie wiszących łezek. Największa łezka jest dodatkowo krzywo wklejona i odstaje od ramki. Komfort noszenia jest super, również nie zauważyłam, żeby z metalowymi elementami się coś działo.



Oryginał kupiłam oczywiście najpóźniej. Jakość wykonania jest zdecydowanie lepsza, sama zausznica również prezentuje się znacznie lepiej. Szczególnie warto zwrócić uwagę na dużą łezkę - jej ramka jest dużo lepiej wykonana, trzy małe kolce dokładniej "oplatają" łezkę, a ona sama jest dużo bardziej wypukła, no i najważniejsze - ma sygnaturę! Niestety, z powodów przedstawionych wcześniej nie mam wyrobionej opinii na temat komfortu noszenia, gdyż u mnie jest kiepski.



Jeszcze trochę detali. Duża łezka z oryginału przepięknie odbija światło. Na zdjęciu wyszło trochę różowawo, ale wierzcie mi, że w rzeczywistości widać tam ciemną czerwień (nie pomarańcz).

Ogólnie jestem w kropce. Oryginału nie mogę nosić, a kopie zdecydowanie tracą na urodzie w porównaniu z nim. Ostatecznie mogłabym rozmontować druga kopię i oryginał i przenieść łezki z oryginału do korpusu mniejszej kopii ale przeraża mnie sama myśl tak wielkiej ingerencji w tak kosztowny produkt. W związku z tym z zausznicami (wszystkimi) najpewniej się pożegnam.

Ale jeśli oryginalny naszyjnik jest wykonany równie pięknie co zausznica, to na pewno się na niego skuszę.

wtorek, 5 stycznia 2016

Corset Year 2015 / Gorsetowy rok 2015

Patrząc na rok 2015 pod kątem gorsetów stwierdziłam, że obfitował u mnie w naprawdę ciekawe zdobycze. W związku z tym postanowiłam się z wami podzielić moim gorsetowym rokiem.

Z końcem stycznia sklep Rebel Madness wprowadził sześć nowych modeli, o nowym kroju longline. Wśród nich pojawił się Underbust Longline Ametyst, w kolorze głębokiego fioletu, ozdobiony czarnymi gipiurami. Nowy krój niestety okazał się dla mnie niezbyt dobry, ponieważ gorset miał za mało miejsca w żebrach, do tego był za długi na mój tułów, więc musiałam odesłać go do sklepu.


Link do mojej recenzji tego modelu.

W marcu pojawiła się okazja do nadrobienia braków, ponieważ moim oczom ukazał się na allegro biały kruk wśród gorsetów: Papercats Underbust Aksamit Violet. Jest to gorset limitowany z roku 2013, trafił mi się egzemplarz z metką sklepową i w moim rozmiarze. Bardzo szybko go przygarnęłam i stał się jednym z moich ulubionych gorsetów. Towarzyszył mi w Bielsku Białej na wernisażu prac koła fotograficznego, do którego należę.



Pod koniec marca obudził się ze snu zimowego sklep Papercats i wrzucili aż jedenaście nowych modeli gorsetów. Ja skusiłam się na model Underbust Green Arabesque. Największym zaskoczeniem było kolor gorsetu. Nie był taki nasycony jak na zdjęciu sklepowym. Nie jest też taki szary jak wychodzi na zdjęciach. Ten kolor to prawdziwa zagadka. Gorset pierwotnie nie miał być limitowany, ale sklep już go wrzucił do archiwum i szycie nie będzie wznawiane.


Link do mojej recenzji tego modelu.

Jakiś miesiąc później (pod koniec kwietnia) napatoczył się kolejny biały kruk. Gorset do którego wręcz zapisywałam na dysku wszystkie znalezione zdjęcia. Gorset, który przez dłuższy czas był rekordzistą w prędkości sprzedaży (wyprzedał się cały w 4 minuty od dodania do sklepu). Przed państwem limitowany gorset, również z roku 2013: Papercats Underbust Aksamit Green. Nie wierzyłam własnym oczom, że ten egzemplarz pojawi się w moim zasięgu. Nigdy nie przepadałam szczególnie za zielonym kolorem, ale odkąd zobaczyłam ten gorset - zieleń zagościła w mojej szafie na dobre. Nie przedłużam, pora na zdjęcie



Wśród nowości Papecats pojawił się również przecudnej urody gorset w kolorze czerwieni - Papercats Underbust Veil Red. Cierpię mocno na brak takowego (welurowy Absynt odszedł już na emeryturę). Załapałam się na ten model w drugim rzucie w czerwcu. Jest to naprawdę piękny gorset, czerwień jest mocno nasycona, nie wpada w różowe tony (najważniejsze) i w pomarańczowe też nie. Po prostu czerwień.



W sierpniu napatoczyła się kolejna okazja. W moje ręce wpadł Papercats Underbust Eko-Skóra. Dbam o niego szczególnie, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego jak delikatnym materiałem jest eko-skóra. Szczególnie uważam podczas sznurowania, ponieważ wiem jak szybko i łatwo gorset może ulec uszkodzeniu w takim miejscu.



Na początku września kupiłam gorset Rebel Madness Underbust Red Queen. Kupiłam go na prezent, więc nie zagościł w mojej szafie na długo, ale był to dobry pretekst, żeby zrobić recenzję porównawczą z modelem Veil Red.


Link do recenzji.

Z początkiem października udało mi się zdobyć kolejnego białego kruka z Papercats: Underbust skulls'n'roses. Kupiłam go w wyjątkowo złym momencie, ponieważ zaczynam stopniowo odchodzić od "zbuntowanej" estetyki i z mojej szafy poznikały niemal wszystkie ubrania i dodatki z motywem czaszek (ale ten model ma chyba najlepsze wyprofilowanie).



Pod koniec października Rebel Madness zrobiło kolejną dostawę nowości. Zachwyciły mnie niebanalne projekty i odchodzenie od "mrocznej" estetyki. Wśród tych nowości upatrzyłam sobie Gorset Underbust Oriental. Jego recenzję mogliście tu widzieć przedwczoraj.


Link do recenzji.

W grudniu przybył do mnie pod choinkę gorset całkiem pospolity i w sumie do dzisiaj nie wiem czemu wcześniej się u mnie nie pojawił. Mowa o jakże zwykłym gorsecie Papercats Underbust Satyna. Wiedzieliście, że sklep wrzucił jego nowe zdjęcie?



9 gorsetów (nie licząc kupionego na prezent) to dużo. Ale tylko cztery z nich zostały ze mną na dłużej, pozostałe znalazły nowy dom (z rozmaitych powodów, bardziej lub mniej poważnych). Mam nadzieję, że rok 2016 będzie równie obfity w gorsetowe łowy i tego samego życzę wszystkim miłośnikom gorsetów.

Bonus ;) stylizacja z drugiego dnia świąt
Looking back at 2015 I can say it was full of new corsets. I would like to share my "Corset Year" with you.

In the end of january Rebel Madness added six new corsets in longline type. I choosed Underbust Longline Ametyst. It's dark violet corset with black guipure on it. New pattern wasn't good for me, because it was too small in ribs, and too long for my torso, so I sent it back to the store.


Direct link to my review.

In march I found pretty rare thing (white raven). It was Papercats Underbust Violet corset, made from velvet. It's a limited one from 2013. I found it new, in my size and with original label still on it. I bought it immediately and this one is actually one of my favourite. I put this one on opening an exhibition (in Bielsko Biala) of our photographic group, which i belong.



In the end or march Papercats added eleven(!) new corsets. I bought Underbust Green Arabesque. I was surprised most by colour. It wasn't saturated like on picture from store, but on the other side, it's not as gray as on my picture. This colour is a riddle. The corset is no longer available.


Direct link to my review.

A month later (in the end of april) I found another white raven. Corset which I desired the most. A corset which sold very fast (all of ware disappeared in 4 minutes). Limited one, also from 2013 Papercats Underbust Green, also made from velvet. I couldn't believe my own eyes. I never liked green colour soo much, but since I saw this corset - I bought a lot of green stuff. Time for the picture.



In the new Papercats corsets was also a very pretty one in red colour - Papercats Underbust Veil Red. I desire red corsets the most (velour one from Absynt is retired). I got this one in restock. It's really beautiful, the red colour is very saturated, and it's pure red, without pink or orange tones.



In august I found another one. I've got Papercats Underbust Eco-leather. I care for this one the most, because I know how delicate material it is. Especially I am careful for the lacing part, because it's very easy to damage it right there.



In the beginning of september I bought Rebel Madness Underbust Red Queen. I bought this one as a gift, so I had very short time with it. But long enough to make compared review with Veil Red from Papercats.


Direct link to my review.

In the beggining of october I bought another white raven from Papercats: Underbust skulls'n'roses. Actually I bought this one in a bad time, because I am slowly changing my wardrobe and I stopped wearing clothes and jewelery with skulls (but this one has the best shape).



In the end of october Rebel Madness added another new corsets. I was excited with unusual designs, completely different from usual "dark & gothic" corsets. I bought Underbust Oriental, and I made a review of this one two days ago.


Direct link to my review.

In december I've got this one right under Christmas Tree. Quite common, it's weird why I hadn't corset like that until now. It's Papercats Underbust Satine. Did you know that the store made a new photo?



9 corsets (without the one bought as gift) it's quite a lot. But only four of them stayed with me, the rest one found new owners (from different reasons, more or less serious). I hope that 2016 will be also full of rare and beautiful corsets and I wish the same to all corset-lovers.

Bonus ;) my outfit from Boxing Day

niedziela, 3 stycznia 2016

Rebel Madness vol.5: Gorset underbust oriental

W Cieszynie zdołałam odnotować już -12 stopni. Idealne warunki, żeby zawinąć się do koca w towarzystwie ogromnego kubka herbaty (doprawionej czym trzeba) i dobrej książki.
Zimową porą obcy mi jest dylemat pod tytułem "jaki ubrać gorset, żeby nie było mi za ciepło", bo w żadnym nie będzie za ciepło.

Model: Underbust Oriental
Cena: 172,00 PLN


http://rebelmadness.pl/p101,gorset-underbust-oriental.html
Tym razem Rebel Madness nawiązało współpracę z Rockagirl. Moim zdaniem to jeden z lepszych wyborów.

Rozmiar: 24" (M)

Wymiary zgadzają się ze sklepową tabelką, za wyjątkiem długości przodu. Sklep podaje 28 cm i ten gorset nijak tyle nie ma. Busk ma 26 cm, a sam gorset 30-30,5 cm (tak, jedna połówka jest dłuższa o pół centymetra).

Jest to piąty gorset Rebel Madness w moich rękach. Wzór jest niebanalny - sklep postawił na oryginalne wzornictwo i wybija się ponad schemat "gorsety tylko dla mrocznych ludzi". Fioletowy gorset, z naszytymi aplikacjami w kolorze turkusowym (dominuje) i fioletowym. Miejscami przebija się nawet jasny żółty. Gorset został ozdobiony lamówką, kolorystycznie dopasowaną do ozdobnego haftu. Wiązany jest z tyłu wstążką, również w kolorze turkusu.
Tym razem fioletowa tkanina okazała się w miarę łaskawa do fotografowania i zdjęcia dość dobrze oddają rzeczywisty kolor (określiłabym go jako śliwkowy). Wredotą natomiast okazało się światło - dzienne jest dość słabe i szybko zanika, a sztuczne bardzo przekłamuje kolory. Wybrałam więc porę, kiedy światła dziennego jest najwięcej i wspomogłam się jednocześnie oświetleniem sztucznym.

Materiał wierzchni to satyna (sklep nie podaje informacji czy bawełniana czy poliestrowa - stawiam na to drugie). Podszewka to tradycyjnie czarny, bawełniany drelich o skośnym splocie, bardzo mocna. Waist-tape zaczyna się najprawdopodobniej od drugiego panelu i przechodzi przez wszystkie pozostałe.

Wyprofilowanie:


Rebel Madness ponownie zmienił wykrój i bardzo mi się podoba ten kształt. Tym razem jest więcej miejsca na żebra. Dla mojego typu sylwetki jest to zmiana na plus. Widać również, że szeroki busk dobrze się spisuje w kwestii spłaszczania brzucha - osobiście posiadam bardzo (z naciskiem na słowo BARDZO) wystające podbrzusze. Gorset idealnie maskuje ten fakt.
Konstrukcja gorsetu to sześć paneli, usztywniony dwunastoma stalowymi fiszbinami spiralnymi i dwoma płaskimi przy wiązaniu.

Detale:


Wiele osób obawia się czy ozdoby są umieszczone równo. W moim egzemplarzu nie jest to idealna symetria, ale ogólnie do przyjęcia.


Aplikacja została naszyta ściegiem prostym, nicią w kolorze fioletowym. Nie ma tu takiej sytuacji jak w przypadku gorsetów z gipiurami, gdzie ścieg jest widoczny od spodu, albo wystaje z niego mnóstwo nitek. Całość prezentuje się zadowalająco. Aplikacja została umieszczona w taki sposób, żeby fioletowy haft (pozornie) łączył się na środku.


Underbusk wydaje się węższy z każdym gorsetem, ale to złudne. Nadal ma centymetr szerokości.


Lamówka jest wszyta równo i estetycznie zawinięta do środka.



Oczka w kolorze srebrnym (tak samo jak busk), większe niż zazwyczaj. Wbite bardzo solidnie, żadnego nie udało mi się podważyć paznokciem.


Wstążka zamiast sznurka! Kolorystycznie dopasowana do lamówki i aplikacji. Przechodzi znacznie gładziej przez oczka, chociaż niektórzy twierdzą, że wstążkę wiąże się trudniej przez to, że jest śliska. Osobiście nie czuję większej różnicy.
Modesty-panel został wykonany z tej samej, fioletowej tkaniny co gorset. Podwieszany na dwa oczka z góry i z dołu, nieusztywniany, łatwo go "wymontować". Osobiście preferuję panele przyszyte z boku.

Gorset mam u siebie ponad miesiąc. Chciałam kolorystycznej zmiany w szafie, ale mam ogromny problem zestawić go z jakimikolwiek ubraniami. Nie chcę wymieniać prawie całej szafy z powodu jednego gorsetu, poza tym błękity mi jednak nie leżą. W związku z tym gorset pójdzie dalej w świat.