niedziela, 29 marca 2015

Stylizacja z gorsetem numer 1: Na wernisaż

Kochani! Wyszłam właśnie po jogurt, i chciałam wam pokazać mój ałtfit!

Nie wyszłam po żaden jogurt, ale tydzień temu jechałam na wernisaż naszego koła fotograficznego z uczelni. W związku z wernisażem trzeba było się ubrać jakoś jak człowiek, ale jednocześnie nie przesadzać, bo i wystawę mamy w dość kameralnym miejscu (mieszkańcy Bielska i okolic mogą wpaść do Klubokawiarni Aquarium, nasze zdjęcia wiszą tam do 12.04).

Tak, to jedna z tych wyjątkowo rzadkich sytuacji, w których pojawiła się namiastka dokumentująca moją stylizację. Uparłam się na gorset i głównie z jego powodu postanowiłam pokazać całość na blogu. Po pierwsze, gorset pochodzi z serii limitowanej sprzed dwóch lat, więc jego osobna i szczegółowa recenzja jest lekko bezcelowa. Po drugie, sporo osób nie wie z czym zestawiać gorset. Stylizacja może szału nie robić, ale jestem zdania, że wypadło całkiem dobrze. Tylko oświetlenie na miejscu było wyjątkowo słabe, więc na zdjęciach zlałam się w jednolitą, czarną plamę. Uniżenie proszę o wybaczenie.


Zacznijmy jednak od gorsetu.




Zdjęcie sklepowe gorsetu można nadal zobaczyć w ofercie bluzki Witch

Był to pierwszy model longline jaki wypuścił sklep Papercats. Oprócz standardowego braku waist-tape, w tym gorsecie brakuje również panelu pod zapięciem - underbusk. Nie przeszkadza to jakoś szczególnie, jednak niecały miesiąc później pojawił się drugi longline (Underbust Silver), który taki panel już miał. Poza tym konstrukcyjnie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest to wyjątkowo ładny gorset, ze względu na rodzaj materiału wierzchniego trzeba obchodzić się z nim trochę delikatniej, ale warto go mieć w swojej szafie. Ubolewam nad tym, że nie załapałam się na zieloną wersję aksamitnego underbustu.

O gorsecie było, pora na bazę. Zlanie się w czarną plamę jest uzasadnione, gdyż miałam na sobie czarny sweterek i czarną spódnicę. Sweterek dostałam od siostry, a spódnicę wyszperałam w lumpeksie. Sweterek w jakiś sposób szybko stał się moim ulubionym (noszę go najczęściej). Odcina się pod biustem, więc wyjątkowo dobrze współgra z gorsetami typu underbust. Spódnica była impulsywnym zakupem i wisiała dość długo w szafie. Należę do tego typu kobiet, które całe życie przechodziły w spodniach, a sukienki i spódnice to tylko na maturę i inne ważne okoliczności (więc stylizacja tym bardziej zasługuje na audiencję). Jednak coś się zmieniło, zaczęłam spódnice nosić, i to znacznie częściej niż spodnie, a ta konkretnie spódnica wróciła do łask, a nawet stała się jedną z ulubionych. Przez gorset trzeba było założyć ją trochę niestandardowo, ponieważ spódnica ma z boku przyszytą szeroką, koronkową szarfę do wiązania w pasie. W związku z tym przekręciłam spódnicę o 90 stopni i szarfa wylądowała na plecach. Po zasznurowaniu gorsetu, zawiązałam pod nim jeszcze kokardę na spódnicy. Nie wyglądało to źle i nie było widać, że mam na sobie przekręconą spódnicę. Zastanawiam się nad zdobyciem halki, ponieważ wydaje mi się, że prawdziwy potencjał spódnicy to dopiero w niej drzemie.


Ponownie proszę o wybaczenie, normalnie żelazka używam, ale mamy jedno na cały akademik.

Czas na dodatki i zacznę od góry. Postawiłam na kolor fioletowy, więc na mojej szyi wylądował naszyjnik Black Bows Violet z Papercats. Kaboszon jest zdecydowanie fioletowy, granatowe bliki wychodzą tylko na zdjęciach.


Moje kindergotyckie serduszko zapragnęło tego naszyjnika i dostało za to po tyłku - wygląd to jedyna rzecz, która ratuje ten naszyjnik, bo jakościowo dorównuje tworom z Restyle. Ramka kaboszonu jest odkryta od spodu, a sam kaboszon nie jest niczym zabezpieczony. W związku z tym, jak zajrzymy pod światło to widać prześwity (z czego jeden szczególnie duży) i boję się, że w miarę noszenia może pojawić się ich jeszcze więcej. Kaboszon jest plastikowy, więc zmycie srebrnej folii odbijającej światło przy użyciu zmywacza do paznokci może go uszkodzić i zmatowić, a tego bym nie chciała. Spróbuję sobie poradzić z tym w inny sposób, a jak mi się nie uda, to będę musiała na niego po prostu bardzo uważać. To nie moja pierwsza biżuteria z tego sklepu, więc spodziewałam się trochę lepszego wykonania. Poza tym nie mam zastrzeżeń, naszyjnik nie wygląda jakby jego konstrukcja miała się zaraz rozlecieć, kaboszon to jego jedyny feler, ale dość poważny no i dotyczy głównej części naszyjnika.


Przechodzimy na dół. Planowałam najpierw ubrać czarne pończochy, ale całość wydawała mi się wtedy "zbyt czarna", więc zmieniłam koncepcję na fioletowe rajstopy. Najzwyklejsze 40DEN zdały egzamin.


Zdjęcie gorsetu już raz mi ktoś ukradł i nawet owemu ktosiowi chciało się bawić w usuwanie napisu. Ciekawe czy zdjęcie rajstop też ktoś zechce sobie przywłaszczyć? :D

I na koniec obuwie. Tą uroczą parę butów mam z czeskiego Deichmanna. Brakowało mi tego typu obuwia, do tego niesamowicie wkurza mnie, że nie da się kupić zwykłych butów, które nie wyglądają tak paskudnie, że wieś tańczy i śpiewa. Najładniejsze botki trzeba było zniszczyć złotymi ćwiekami, czółenka wielgachnymi klamrami, a szpilki paskudnie świecącymi obcasami. Znalezienie zwyczajnego obuwia graniczyło z cudem, jednak udało się. Guzik na końcu paska jest w kolorze ciemnego srebra, a sam pasek jest zapinany na rzep. Wyjątkowo wygodna opcja, a sam guzik wydaje mi się całkiem uroczy.


Uffff, dobrnęliśmy do końca. Gorset to bardzo wdzięczny dodatek do gładkich i w miarę jednolitych ubrań, bez niego prezentowana stylizacja straciłaby sporo swojego uroku (a ja na talii, której naturalnie nie mam). Ze względu na kolory całość wpasowuje się w dość mroczny klimat, ale sądzę, że w jasnych i żywych kolorach taka stylizacja również zdałaby egzamin.
Pozdrawiam z ciepłego łóżka, gdzie przebywam wśród towarzystwa leków i paczki chusteczek higienicznych, a na pożegnanie dorzucam zdjęcie mnie samej obok zdjęcia mojego autorstwa.


Do następnego razu!