sobota, 31 stycznia 2015

Na ratunek Vollersowi

Ponieważ mamy jeszcze styczeń, witam Was w nowym roku :D
Studia i praca razem dają mi niezły wycisk, w okresie sesji zaczynam zapominać jak się nazywam. Ale od nauki i roboty wszystko jest ciekawsze, więc tym razem napiszę o największym pechowym zakupie internetowym jaki mnie spotkał kiedykolwiek w życiu i solidnie zniechęcił mnie do kupowania przez internet towarów z drugiej ręki.
Do tej notki zbierałam się bardzo długo, żeby móc napisać ją jak najbardziej bezemocjonalnie. Po lekturze zrozumiecie dlaczego.

Vollers Daydream, wersja Black Satin
cena: £225.00

http://www.vollers-corsets.com/daydream.html
(to jest akurat wersja Black Velvet, na stronie nie ma zdjęć wersji satynowej)

Kto to i skąd jest ten cały Vollers, możecie przeczytać na blogu Absentii, a konkretnie w jej recenzji modelu Storm

Dlaczego ten gorset okazał się być tragedią?
1. Został przez sprzedającą źle zmierzony, a różnica blisko dwóch cali dla sprzedającej jak najbardziej mieści się w granicach "około". Gorset to nie sweterek, że można się pomylić aż o tyle, to jest różnica o cały jeden rozmiar! Jeśli ma się problem z mierzeniem gorsetu, należy poprosić kogoś o pomoc. Ponieważ sprzedająca należy m.in. do grupy "Gorseciary" to nie sądzę, żeby miała większe trudności ze znalezieniem kogoś kompetentnego.
Dodam, że rozmiar podany w aukcji został również wymyślony przez sprzedającą, chociaż wewnątrz gorsetu była metka z rozmiarem. Tłumaczenie sprzedającej? Że nie zauważyła metki z rozmiarem i zmierzyła talię "gdzie jej się wydawało". A to ciekawe, bo metka z rozmiarem znajduje się dokładnie pod metką z nazwą firmy, której zrobiła bardzo dokładne zdjęcie. Zapala mi się w głowie czerwona lampka - sprzedająca coś kręci. Ja zmierzyłam talię tam, gdzie powinna być i zgadza się z rozmiarem z metki.
2. Jedyna uwzględniona wada w opisie to przetarcie przy busku i na jednym ze zdjęć było widać, że busk jest lekko wykrzywiony do przodu. Ja znalazłam przetarcia na górnej lamówce, plamkę z rdzy na podszewce, popruta nitka przy busku, sam busk był dużo mocniej wykrzywiony niż wydawało się na zdjęciu no i oczka... oczka zasługują na osobny punkt.




3. Jest i punkt o oczkach. Nie widzę swoich pleców, więc przy pierwszym sznurowaniu to mój facet zauważył, że coś jest nie tak. Ściągamy szybko gorset i zakładam go na poduszkę. Moim oczom ukazują się oczka, które nie tylko nie trzymają materiału, ale zaczynają go rozrywać, a ze środka zaczyna wychodzić biała warstwa wewnętrzna! Zdjęłam gorset i zaczęłam badać oczka bliżej. Nie tylko bez problemu mogłam wsadzać pod nie paznokcie, ale po zagięciu tkaniny zaczęły wyraźnie od niej odstawać. Nie wiedziałam czy się śmiać, czy płakać.
Reakcja sprzedającej na wieść o wadach? "Zdjęcia również są częścią opisu". Racja, ale wady które zauważyłam nie były widoczne na zdjęciach. Zdjęcie oczek było pokazane na płasko i bez zaciągnięcia sznurów. Dalsze tłumaczenia sprzedającej? "Jak wysyłałam gorset to żadne oczka nie wylatywały". Pewnie, że nie wylatywały, bo sama napisała mi w mailu, że gorset ubrała tylko raz i potem leżał w szafie. Nie sądzę, żeby obserwowała wtedy swoje plecy ze szczególną uwagą.



Poprosiłam sprzedającą o możliwość zwrotu albo obniżenie ceny - po tym wszystkim nadal uważam, że mnie oszukała, szczególnie, że znalazłam dokładnie ten sam gorset na innym portalu, gdzie sprzedająca chwaliła się tam swoją zdobyczą i ceną, a tamtejszy opis i zdjęcie sznurowania zdecydowanie nie zachęciłyby mnie do zakupu. Mało tego, zdjęcia tam wrzucone były dokładnie te same, które znalazły się potem na allegro! Czyli były sprzed półtorej roku... Reakcja? Beton. Że jest w opisie, że nie przyjmuje zwrotów (umieszczanie takiej klauzuli w ofercie jest niezgodne z zasadami allegro!), że zdjęcia są częścią opisu i nie widzi w nim swojego błędu, a ja płacąc taką cenę zgodziłam się na nią. Tak, zgodziłam się, ale na towar zdatny do użytku, nie za zniszczony bubel. Myślę sobie - tak rozmawiać nie będziemy. Spór na allegro nie przyniósł oczekiwanych rezultatów, a sprzedająca interpretuje regulamin allegro po swojemu (sprawa nieszczęsnego zwrotu w przypadku zakupów od osoby prywatnej). Po mojej uwadze, że gorset w obecnym stanie nie nadaje się do noszenia bo się dodatkowo zniszczy i nigdzie nie było napisane, że trzeba go naprawić we własnym zakresie, sprzedająca przeszła samą siebie i przekroczyła szczyt bezczelności częstując mnie tekstem, że ją nie obchodzi w jakim celu kupiłam gorset i mogę sobie z nim robić co chcę. Zaiste, kupując towar z kategorii "odzież" najpewniej kupuję go celem powieszenia sobie na drzwiach, albo na choince! Spór zakończyłam jako nierozstrzygnięty. Od pracownika Allegro dostałam śmieciową wiadomość, że sprzedająca dostała wezwanie do ponownego kontaktu ze mną (po jaką cholerę?!), a ja mogę dochodzić swoich spraw na drodze cywilnej. Idealne umycie rąk od sprawy, a sprzedająca oczywiście nie skontaktowała się ze mną w żaden sposób.

Sprawy nie chciałam zostawić, więc poszłam na policję. Nastawiałam się odgórnie na to, że śledztwo zostanie w tym przypadku umorzone, ale chciałam skorzystać z POKu, a tam wystarczy jedynie pismo o wszczęciu dochodzenia. Cóż, jeśli policjant przyjmujący zgłoszenie, po zobaczeniu zdjęć z wadami zgodził się ze mną, a o gorseciarstwie raczej nie ma najmniejszego pojęcia, to raczej nie świadczy za dobrze o "pani" sprzedającej i jej prawdomówności. Trochę czasu tam spędziłam, sam policjant (całkiem miły) poczęstował mnie informacjami, że w okresie przedświątecznym mają dodatkowych dwóch pracowników specjalizujących się w sprawach związanych z allegro. Obaj byli w tym czasie zajęci... niestety, niecały miesiąc później dostaję pismo z odmową wszczęcia dochodzenia, potwierdzone przez prokuraturę.
-40% do szacunku dla naszych organów ścigania.

Pal licho pieniądze, nawet jeśli była to niemała strata. Pieniądze mają to do siebie, że raz są, a raz ich nie ma. Jest mi cholernie przykro, że takie jawne wciskanie zniszczonych bubli (czyli wyłudzanie pieniędzy) jest powszechnie tolerowane i praktycznie nikt nie dba o bezpieczeństwo osób kupujących i sprzedających przez internet. Wszyscy umywają ręce.
Otrzymałam sporo zachęt do tego, aby rozwiązać sprawę cywilnie i wiele ludzi przekonuje mnie, że jak najbardziej jest to do wygrania, ale nie mogłam sobie pozwolić na ryzyko kosztów, szczególnie, że potwierdzenie odmowy przez prokuraturę bardzo mocno zgasiło mój zapał do walki o sprawiedliwość. Sprzedającej się upiekło i nie dostała ode mnie negatywnego komentarza. Jak to tak? Ano tak, że chciałam go wystawić jak ochłonę po tej wyjątkowo idiotycznej sprawie. Allegro nie chciało mi dać dość czasu i ofertę zarchiwizowało. W pamięci miałam, że kiedyś można było komentarze wystawiać dość długo po transakcji, teraz nie można. Jak uczyć się na błędach to cudzych, więc pamiętajcie, że ostudzić swój zapał musicie możliwie jak najszybciej.
Aktualizacja I: Dostałam wieści z frontu + patent, że jednak da się wystawić negatywny komentarz nawet do transakcji zarchiwizowanej. Mój negatyw już pięknie wisi, a mnie zaskakuje pozytywnie coraz większa ilość życzliwych osób.
Aktualizacja II: Jakżeby inaczej - zwrotny komentarz też negatywny! To zastanawiające, że wszyscy widzą jaki błąd owa "pani" popełniła, tylko nie ona sama.


W związku z tym, że nie złożyłam pozwu cywilnego i nie mam nigdzie na piśmie, że owa pani jest oszustką, zgodnie z art. 216 Kodeksu Karnego § 2 nie mogę ujawnić jakichkolwiek danych pozwalających na zidentyfikowanie tej osoby. Piszę to, ponieważ opisując tą sprawę jakiś czas temu, gdzie przypominałam, żeby być szczególnie ostrożnym przy zakupach internetowych od osób prywatnych, dostałam szereg niemiłych uwag o odwalaniu dziecinady i o syndromie sztokholmskim. Pozwolę sobie też napisać, że na pewno nie odczuwam jakiejkolwiek sympatii wobec "pani wciskającej buble" i życzę jej w prezencie najpiękniejszego gorsetu na świecie, zrobionego z najszlachetniejszych materiałów. W rozmiarze 16 cali i o kształcie idealnie prostej tuby.

Ponieważ ta tragedia gorsetowa obecnie u mnie leży, wymyśliłam plan działania, który pozwoli na przywrócenie gorsetu do pełni sprawności, ponieważ drzemie w nim ogromny potencjał. Tylko trzeba się o niego właściwie zatroszczyć, a nie wrzucić na dno szafy i zapomnieć. Tak się gorsetom nie robi. Plan wygląda tak:
1. Natychmiastowa wymiana oczek. Wszystkich.
2. Skrócenie gorsetu - fiszbiny i busk są do niego odrobinę za krótkie. O to się nie czepiałam, bo od sprzedającej to akurat nie zależało.
3. Wymiana przetartej lamówki.
4. Dorobienie waist-tape i modesty-panel.
Przeprowadzenie tych wszystkich punktów pozwoli na to, aby móc w pełni korzystać z tego gorsetu, obraz będę miała okazję przyjrzeć się bliżej konstrukcji Vollersa.

O samym gorsecie, jego kształcie i innych rzeczach będę pisać po wykonaniu wszystkich punktów. Punkt 1 jest w trakcie przeprowadzania, ponieważ zauważyłam jeszcze jedną wadę związaną z oczkami i popełniłam błąd - oczka wyglądały na miedziane (zdziwiło mnie to, bo busk jest srebrny) i miedziane wbiłam. Ale potem przyjrzałam się starym i się okazało, że były srebrne, tylko się odbarwiły :D no jeszcze więcej wad w prezencie. W związku z tym czeka mnie ponowne ich usuwanie i tym razem przyjdzie to znacznie trudniej, bo te które wsadziłam siedzą też dużo solidniej.


http://www.vollers-corsets.com/daydream.html

5 komentarzy:

  1. O ludzie. D: Nigdy ich nie zrozumiem. Cała sytuacja jest naprawdę denerwująca. :<
    [Uff, dobrze, że swój pierwszy gorset chcę nabyć u gorseciarki.]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widać to nie jest mój pierwszy gorset, po prostu wpadłam w nadmierny entuzjazm na myśl, że oto jawi mi się Vollers w zasięgu moich finansów i dostałam za to po dupie (a jeszcze facet mnie zachęcał do kupna bo miałam wątpliwości!). Decyzja co do zakupu pierwszego gorsetu u gorseciarki zyskuje moje najwyższe uznanie, więc życzę miłego noszenia :)

      Usuń
  2. Smutno się to czyta, aż dziw bierze, że takie laski chodzą po świecie..
    Życzę powodzenia w reanimacji gorsetu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama miałabym zupełnie inne nastawienie do tej sprawy, gdybym chociaż dostała głupi tekst w stylu "przepraszam, nie zauważyłam". Ale pocieszam się tym, że ktoś może ją potraktować dokładnie tak samo albo i gorzej.
      Jedynie smutno mi, że wszyscy od takich spraw umywają ręce. To zniechęca do zakupów internetowych, a do tego okazuje się, że lepiej dostać kartofle zamiast tego co się kupiło, albo w ogóle nie dostać kupionego towaru. Wtedy bardziej się Tobą wszyscy przejmą :P

      Dziękuję i pozdrawiam.

      Usuń
    2. jak to mówią mądrzejsi ode mnie: karma zawsze wraca.. Można więc mieć nadzieję, że tak będzie i w tym przypadku.
      Niestety, "przestępstwa" w handlu internetowym u nas w kraju nadal są traktowane po macoszemu w stylu: widziały gały co brały, a jak nie widziały, to ich problem.. Liczę, że to się zmieni w najbliższym czasie :)

      Usuń