czwartek, 8 października 2015

A bit of Steampunk / Contest outfit


Tym razem pod lupę idzie mój ubiór z konkursu "Moja stylizacja z gorsetem", który został zorganizowany przez Koseatrę we współpracy ze sklepem Rebel Madness. Termin konkursu wypadał akurat w okolice koniec września/początek października, więc jako student miałam na głowie nieco inne rzeczy niż wymyślanie kreacji. W związku z tym zdjęcie powstało w ostatni dzień konkursu. Nic nie wygrałam, ale każdy powód do zrobienia sobie takiego zdjęcia był dobry.


To zdjęcie poszło jako konkursowe

Pozwolę sobie skopiować krótki opis, który dołączyłam do zdjęcia:

Na spacer, na zakupy, na randkę, na podwieczorek u babci... uwielbiam zakładać gorset do codziennych stylizacji. W mojej ocenie gorset pasuje niemal do wszystkiego i jednocześnie pozwala mi przemycać ulubione style w ubiorze pozornie zwyczajnym. W tej stylizacji chciałam nawiązać do estetyki steampunkowej za pomocą najprostszych rozwiązań.


Ubolewam, że na zdjęciu po lewej nie złapało ostrości, jednak wrzucam je z dwóch powodów: podoba mi się mimo rozmycia, a drugi powód to budynek za mną - czy ktoś go rozpoznaje? Raczej wszyscy. A jeśli nie to przyjrzyjcie się uważnie banknotowi o nominale 20 zł.

Jak widać można nawiązać do steampunku bez zakładania cylindra z goglami i przyklejania wszędzie zębatek (tak w kontekście piosenki wrzuconej na początku wpisu). Nie mam nic przeciwko takim dodatkom i ozdobom, mi samej się podobają, ale są to elementy już dość mocno oklepane. Poza tym moja stylizacja miała mieć charakter codzienny, dlatego postawiłam na prostotę.


Trochę zbliżeń

Kanał youtube Red Lipstick Monster znają już niemal wszyscy, ale muszę przyznać, że uwielbiam prowadzącą! W internecie jest pełno kanałów na temat kosmetyków i makijażu, ale ten od Red Lipstick Monter najbardziej przypadł mi do gustu. Nie mogę przestać się zachwycać swoimi ustami na powyższych zdjęciach, a takowe zawdzięczam właśnie filmikom Red Lipstick Monster. Na ustach mam pomadkę w kredce od Golden Rose, kolor numer 05. Jest to ciemny i głęboki kolor wina, ale zawiera w sobie pigmenty zarówno chłodne jak i ciepłe, więc w zależności od światła wpada bardziej w fiolet lub w bordo. Noszenie ciemnoczerwonych ust było moim wieloletnim marzeniem, ale zawsze coś mi w tym malowaniu nie wychodziło. Głównym powodem były małe usta i potraktowanie ich czymkolwiek ciemnym jeszcze bardziej je zmniejszało i wyglądało to niefajnie. Z kredek Golden Rose posiadam jeszcze kolor 09 i jestem obiema kredkami tak zachwycona, że mam ochotę wyrzucić wszystkie inne szminki, a błyszczyki w szczególności (i w sumie nie byłby to głupi pomysł, bo większość z nich tylko mi zalega).
Filmiki, które pomogły mi osiągnąć taki wygląd ust:
Nowe usta w 2 minuty!
Nowość od Golden Rose: matowe pomadki w kredce!

Co mam na sobie i skąd:
Melonik - H&M
T-shirt - Restyle
Gorset - Papercats
Spódnica i halka - Papercats
Buty - secondhand
Naszyjnik - Black Garden (wygrany na rozdaniu FB)

Tradycyjnie na początek każdego semestru łapało mnie przeziębienie, tym razem również. To się staje irytujące.

wtorek, 15 września 2015

RED VERSUS RED - Papercats & Rebel Madness

Nie planowałam takiej recenzji, ponieważ nie zamierzałam kupować gorsetu Red Queen od Rebel Madness. Przez zdjęcie sklepowe wydawał mi się zbyt "żarówiasty". Zakochałam się w nim, kiedy zobaczyłam go na żywo, jednak budżet gorsetowy mam mocno ograniczony, a na horyzoncie pojawił się gorset Veil Red z Papercats. Wybór padł na Veil Red, ponieważ gorsety z Papercats lepiej mi leżą. Napatoczyła się jednak okazja, aby mieć przez moment gorset Red Queen w swoich rękach, więc uznałam, że dobrze jest wykorzystać tą chwilę i je ze sobą porównać.


Papercats - Veil Red (2015) vs Rebel Madness - Red Queen (2014)
Zdjęcie sklepowe Red Queen jest nieaktualne, ponieważ od dłuższego czasu Rebel Madness stosuje szerokie buski zamiast kombinacji wąski busk + wzmocnienie w postaci płaskich fiszbin.

Pragnę zaznaczyć, że nie będzie zdjęcia porównującego modelowanie (miejsce na srogi zawód, wiem), gdyż prezentowany model RM Red Queen jest w rozmiarze XS 20", a PC Veil Red S 23". Oprócz tego kupiłam Red Queen na prezent, więc chcę, żeby w jak najnowszym stanie trafił do obdarowanej osoby, a z folii wyjęłam go głównie po to, aby sprawdzić czy jest pozbawiony wad fabrycznych.

Pierwsze zdziwienie to czerwona tkanina. Mam wrażenie, że w obu gorsetach jest identyczna i zaczynam podejrzewać, że pochodzi z tej samej fabryki. Moją podejrzliwość podsyca skład - oba sklepy podały, że tkanina to mieszanka poliestru i bawełny 50/50 (RM na swojej stronie internetowej, a PC na metce gorsetu). Ozdoba gorsetu PC Veil Red to woalka (jak też nazwa wskazuje) zakończona gipiurą, natomiast w RM Red Queen zastosowano włoską koronkę. Brzeg dolnej koronki nie jest wybrakowany, posiada takie same "rzęsy" jak górna, jednak ze względu na transport nieco się spłaszczyły w dół, stąd wydaje się jakby ich tam nie było. Wracając jeszcze do koloru tkaniny - jest to mocno nasycona czerwień, pozbawiona różowych tonów. I właśnie dlatego jest to piękny kolor.


RM Red Queen wydaje się jaśniejszy, jednak wynika to z tego, że leżał bliżej źródła światła. Wygląda też na dłuższy z przodu, ale oba sklepy w tabeli podają, że długość przodu wynosi 28 cm. Zmierzyłam i wyszło na to, że ani jeden ani drugi nie mają takiej długości, jednak PC Veil Red jest znacznie bliższy prawdy - na długość z przodu mierzy 27,5 cm, a RM Red Queen aż 30,5 cm. Nie jest to długość samego busku, gdyż ten ma równo 26 cm. Skąd więc taka pomyłka? Na całe szczęście pozostałe wymiary są zgodne ze swoimi odpowiednikami z tabelek. Buski niewiele się różnią, są tej samej szerokości, a busk zastosowany w PC Veil Red jest tylko o centymetr krótszy. Oprócz tego różnią się rozmieszczeniem zapięć, jak widać w gorsecie RM Red Queen są w tej samej odległości od siebie, a w gorsecie PC Veil Red dwa dolne są bliżej siebie. Umieszczenie dolnych zapięć bliżej siebie pomaga uniknąć pomyłki w postaci założenia gorsetu do góry nogami.


Długości tyłu wyraźnie się różnią, ale zgadzają się w pełni ze swoimi wymiarami z tabelek, czyli 28 cm dla PC Veil Red i 32 cm dla RM Red Queen. W obu gorsetach znajduje się czternaście par oczek, jednak przez różnice w długościach są one rozmieszczone w nieco innych odstępach, do tego oczka różnią się rozmiarami i kolorami - mniejsze, srebrne w PC Veil Red i większe, czarne w RM Red Queen. Sznurki również wydają się identyczne, a ponieważ ten z PC Veil Red jest mi już znany to uznaję, iż sznurek zastosowany w RM Red Queen jest równie dobry.


Kolejną różnicę widać w underbusku. W gorsecie PC Veil Red ma taką samą szerokość jak połówka busku, natomiast w RM Red Queen underbusk jest wyraźnie węższy. W obu gorsetach końce lamówek są estetycznie zawinięte do środka.


W moim kartoflu fotograficznym padł akumulator, więc nie mam dokładnego zdjęcia, które pokazałoby różnicę w podszewkach. W PC Veil Red podszewka (po lewej stronie zdjęcia) nie jest w 100% bawełniana - według metki jest to mieszanka poliestru i bawełny 50/50, tak samo jak w przypadku zewnętrznej tkaniny. W RM Red Queen nie ma metki z dokładnym składem, natomiast na stronie jest informacja, że podszewka to gruby, czarny drelich, więc można podejrzewać, że jest to sama bawełna. W dotyku też czuć, że tkanina użyta w RM Red Queen jest grubsza niż PC Veil Red. Sposób mocowania ozdób jest praktycznie ten sam.


Kolejne różnice widać na przykładzie panelu pod sznurowaniem. W PC Veil Red jest przyszyty z boku i wyraźnie cieńszy w dotyku. W RM Red Queen ponownie spotykamy się z panelem podwieszanym. Różnica subtelna, acz widoczna jest też w wykonaniu paneli - PC Veil Red ma szwy schowane do środka, a w RM Red Queen ścieg jest widoczny na zewnątrz.

Pozostałe różnice:
* Ilość fiszbin. W PC Veil Red jest to 18 spiralnych fiszbin, w RM Red Queen fiszbin spiralnych jest 12 + 2 płaskie w okolicach wiązania (dla usztywnienia).
* Waga. Gorset PC Veil Red jest minimalnie (ale wyczuwalnie) lżejszy od RM Red Queen.
* Waist-tape. Jak zwykle w PC Veil Red takowego brak, w RM Red Queen jak najbardziej jest obecny.


Obydwa gorsety mogę śmiało polecić, chociaż RM Red Queen wygrywa obecnością waist-tape i płaskich fiszbin przy sznurowaniu. Ale jak wspominałam na początku wpisu - gorsety Papercats są dla mnie wygodniejsze.

wtorek, 1 września 2015

Papercats: Green Arabesque

Zakręć ktoś to słońce!

Temperatura od 26 stopni w górę sprawia, że przestaję normalnie funkcjonować. Jestem człowiekiem mentalnie z północy i z utęsknieneim patrzę na swoje płaszcze. I gorsety. Za gorsetami jednak tak się stęskniłam, że aż ubrałam dzisiaj wszystkie jakie mam ze sklepu Papercats, celem porobienia zdjęć. Jeden z nich zamierzam sprzedać i stwierdziłam, że dobrze by było wspomnieć o nim nieco na blogu, zanim się z nim pożegnam (chociaż sklep już go wrzucił do swojego archiwum).

Model: Underbust Green Arabesque
Cena: 165,00 PLN


http://papercats.pl/p324,underbust-green-arabesque.html

Rozmiar: S (ok 23")
Wymiary odpowiadają tym z tabeli, z wyjątkiem obwodu pod biustem. Na stronie jest 76 cm, u mnie wyszło 72 cm.

Największym zdziwieniem po otwarciu paczki był kolor gorsetu. Patrząc po zdjęciach sklepowych miałam problem zidentyfikować, czy jego odcień będzie ciepły czy zimny, ale spodziewałam się nasyconej zieleni. Tymczasem... niech zdjęcia przemówią za siebie:



Czy tak wygląda nasycona zieleń? Chyba nie bardzo. Natomiast zieleń gorsetu jest zmienna niczym kameleon i w zależności od źródła światła dominują tony chłodne lub ciepłe. Na zdjęciach zazwyczaj wychodzi szaro, szczególnie w zestawieniu z innymi, bardziej wyrazistymi kolorami. Pozwolę go sobie porównać z innym, zielonym gorsetem z Papercats.


Wypada dość blado w porównaniu ze swoim starszym bratem z aksamitu, choć ten głębie swojego koloru zawdzięcza w dużej mierze rodzajowi tkaniny (tak, nie wiem jakim cudem ale udało mi się zdobyć ten gorset z 2 ręki i to w swoim rozmiarze), jednak w rzeczywistości aż tak blady nie jest. Czy jego kolor należy rozpatrywać w kategorii minusów? Nie jest brzydki, ale kto liczy na zdjęcia w gorsecie o nasyconej zieleni ten się raczej rozczaruje.

Technicznie nie mam gorsetowi nic do zarzucenia. Produkt jest w pełni zgodny z opisem sklepowym, gipiura jest jednocześnie przyszyta i przyklejona, więc bez obaw, że o coś może zahaczyć. Znalazłam dwie odstające nitki, które od razu potraktowałam nożyczkami. Materiał to kurzołap, ale to chyba cecha charakterystyczna dla gorsetów Papercats z matowych tkanin. Poza tym gorset nie ma ani jednej wady, jest wykonany solidnie i bardzo starannie. Do pełni szczęścia brakuje waist-tape i płaskich fiszbin przy sznurowaniu. Ich brak mnie osobiście dziwi, ponieważ są obecne zarówno w moich gorsetach longline sprzed 2 lat, ale także w moim gorsecie overbust sprzed 4 lat. Co stoi na przeszkodzie, żeby się pojawiły również w krótkich wersjach?

niedziela, 29 marca 2015

Stylizacja z gorsetem numer 1: Na wernisaż

Kochani! Wyszłam właśnie po jogurt, i chciałam wam pokazać mój ałtfit!

Nie wyszłam po żaden jogurt, ale tydzień temu jechałam na wernisaż naszego koła fotograficznego z uczelni. W związku z wernisażem trzeba było się ubrać jakoś jak człowiek, ale jednocześnie nie przesadzać, bo i wystawę mamy w dość kameralnym miejscu (mieszkańcy Bielska i okolic mogą wpaść do Klubokawiarni Aquarium, nasze zdjęcia wiszą tam do 12.04).

Tak, to jedna z tych wyjątkowo rzadkich sytuacji, w których pojawiła się namiastka dokumentująca moją stylizację. Uparłam się na gorset i głównie z jego powodu postanowiłam pokazać całość na blogu. Po pierwsze, gorset pochodzi z serii limitowanej sprzed dwóch lat, więc jego osobna i szczegółowa recenzja jest lekko bezcelowa. Po drugie, sporo osób nie wie z czym zestawiać gorset. Stylizacja może szału nie robić, ale jestem zdania, że wypadło całkiem dobrze. Tylko oświetlenie na miejscu było wyjątkowo słabe, więc na zdjęciach zlałam się w jednolitą, czarną plamę. Uniżenie proszę o wybaczenie.


Zacznijmy jednak od gorsetu.




Zdjęcie sklepowe gorsetu można nadal zobaczyć w ofercie bluzki Witch

Był to pierwszy model longline jaki wypuścił sklep Papercats. Oprócz standardowego braku waist-tape, w tym gorsecie brakuje również panelu pod zapięciem - underbusk. Nie przeszkadza to jakoś szczególnie, jednak niecały miesiąc później pojawił się drugi longline (Underbust Silver), który taki panel już miał. Poza tym konstrukcyjnie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest to wyjątkowo ładny gorset, ze względu na rodzaj materiału wierzchniego trzeba obchodzić się z nim trochę delikatniej, ale warto go mieć w swojej szafie. Ubolewam nad tym, że nie załapałam się na zieloną wersję aksamitnego underbustu.

O gorsecie było, pora na bazę. Zlanie się w czarną plamę jest uzasadnione, gdyż miałam na sobie czarny sweterek i czarną spódnicę. Sweterek dostałam od siostry, a spódnicę wyszperałam w lumpeksie. Sweterek w jakiś sposób szybko stał się moim ulubionym (noszę go najczęściej). Odcina się pod biustem, więc wyjątkowo dobrze współgra z gorsetami typu underbust. Spódnica była impulsywnym zakupem i wisiała dość długo w szafie. Należę do tego typu kobiet, które całe życie przechodziły w spodniach, a sukienki i spódnice to tylko na maturę i inne ważne okoliczności (więc stylizacja tym bardziej zasługuje na audiencję). Jednak coś się zmieniło, zaczęłam spódnice nosić, i to znacznie częściej niż spodnie, a ta konkretnie spódnica wróciła do łask, a nawet stała się jedną z ulubionych. Przez gorset trzeba było założyć ją trochę niestandardowo, ponieważ spódnica ma z boku przyszytą szeroką, koronkową szarfę do wiązania w pasie. W związku z tym przekręciłam spódnicę o 90 stopni i szarfa wylądowała na plecach. Po zasznurowaniu gorsetu, zawiązałam pod nim jeszcze kokardę na spódnicy. Nie wyglądało to źle i nie było widać, że mam na sobie przekręconą spódnicę. Zastanawiam się nad zdobyciem halki, ponieważ wydaje mi się, że prawdziwy potencjał spódnicy to dopiero w niej drzemie.


Ponownie proszę o wybaczenie, normalnie żelazka używam, ale mamy jedno na cały akademik.

Czas na dodatki i zacznę od góry. Postawiłam na kolor fioletowy, więc na mojej szyi wylądował naszyjnik Black Bows Violet z Papercats. Kaboszon jest zdecydowanie fioletowy, granatowe bliki wychodzą tylko na zdjęciach.


Moje kindergotyckie serduszko zapragnęło tego naszyjnika i dostało za to po tyłku - wygląd to jedyna rzecz, która ratuje ten naszyjnik, bo jakościowo dorównuje tworom z Restyle. Ramka kaboszonu jest odkryta od spodu, a sam kaboszon nie jest niczym zabezpieczony. W związku z tym, jak zajrzymy pod światło to widać prześwity (z czego jeden szczególnie duży) i boję się, że w miarę noszenia może pojawić się ich jeszcze więcej. Kaboszon jest plastikowy, więc zmycie srebrnej folii odbijającej światło przy użyciu zmywacza do paznokci może go uszkodzić i zmatowić, a tego bym nie chciała. Spróbuję sobie poradzić z tym w inny sposób, a jak mi się nie uda, to będę musiała na niego po prostu bardzo uważać. To nie moja pierwsza biżuteria z tego sklepu, więc spodziewałam się trochę lepszego wykonania. Poza tym nie mam zastrzeżeń, naszyjnik nie wygląda jakby jego konstrukcja miała się zaraz rozlecieć, kaboszon to jego jedyny feler, ale dość poważny no i dotyczy głównej części naszyjnika.


Przechodzimy na dół. Planowałam najpierw ubrać czarne pończochy, ale całość wydawała mi się wtedy "zbyt czarna", więc zmieniłam koncepcję na fioletowe rajstopy. Najzwyklejsze 40DEN zdały egzamin.


Zdjęcie gorsetu już raz mi ktoś ukradł i nawet owemu ktosiowi chciało się bawić w usuwanie napisu. Ciekawe czy zdjęcie rajstop też ktoś zechce sobie przywłaszczyć? :D

I na koniec obuwie. Tą uroczą parę butów mam z czeskiego Deichmanna. Brakowało mi tego typu obuwia, do tego niesamowicie wkurza mnie, że nie da się kupić zwykłych butów, które nie wyglądają tak paskudnie, że wieś tańczy i śpiewa. Najładniejsze botki trzeba było zniszczyć złotymi ćwiekami, czółenka wielgachnymi klamrami, a szpilki paskudnie świecącymi obcasami. Znalezienie zwyczajnego obuwia graniczyło z cudem, jednak udało się. Guzik na końcu paska jest w kolorze ciemnego srebra, a sam pasek jest zapinany na rzep. Wyjątkowo wygodna opcja, a sam guzik wydaje mi się całkiem uroczy.


Uffff, dobrnęliśmy do końca. Gorset to bardzo wdzięczny dodatek do gładkich i w miarę jednolitych ubrań, bez niego prezentowana stylizacja straciłaby sporo swojego uroku (a ja na talii, której naturalnie nie mam). Ze względu na kolory całość wpasowuje się w dość mroczny klimat, ale sądzę, że w jasnych i żywych kolorach taka stylizacja również zdałaby egzamin.
Pozdrawiam z ciepłego łóżka, gdzie przebywam wśród towarzystwa leków i paczki chusteczek higienicznych, a na pożegnanie dorzucam zdjęcie mnie samej obok zdjęcia mojego autorstwa.


Do następnego razu!

piątek, 20 lutego 2015

Gorsetowa torebka

Czuję się jakbym dostała tytuł szlachecki i to co najmniej markizy. Mianowicie zostałam zaproszona do współtworzenia mojej ulubionej strony na FB o gorsetach, a konkretnie The Corset Addict! Dzisiaj miałam swój nieśmiały debiut o torebkach gorsetowych, jednak pozwolę sobie szerzej rozwinąć temat konkretnego, przedstawionego egzemplarza i na własnym podwórku.

Torebkę gorsetową mam tylko jedną i przywiozła mi ją moja siostra, prosto z Paryża. Jednak ten rodzaj torebek jest dość popularny w lumpeksach, czy na stronach internetowych typu Vinted i Szafa. Ceny bywają różne, średnio oscylują w okolicach 20zł. To są naprawdę małe torebki, posiadacze ogromnych smartfonów czy wielkich portfeli mogą się srogo rozczarować.


Tak właśnie wyglądała moja torebka, kiedy ją dostałam. Oprócz krótkich uchwytów posiada jeszcze odczepiany, długi pasek do noszenia na ramieniu. Torebka sobie stała i cieszyła oko, jakoś się nie złożyło, żebym gdzieś z nią wyszła, zwykle miałam problem dobrać ją do jakiegoś ciucha. Pewnego dnia wpadłam na pomysł "ujednolicenia" kolorystycznego torebki (chociaż już się wydaje mało kolorowa) i zapytałam siostrę, czy się nie obrazi za próbę ingerencji w prezent. Powiedziała, że moja torebka to moja sprawa, więc przystąpiłam do działania.


Nadejszła wiekopomna chwila - zdjęcie work in progress!

Najpierw pomalowałam koronkę (zabezpieczyłam torebkę taśmą papierową), następnie wstążkę z tyłu (nie chciałam się bawić w wyciąganie starej i kombinowanie jak włożyć nową), a po wyschnięciu całości przykleiłam jeszcze koronkę do torebki klejem introligatorskim, żeby tak nie sterczała. Jak to wyszło w praniu?


Zdjęcie zrobione specjalnie dla The Corset Addict.

Jak widać ta niewielka przeróbka znacznie "uspokoiła" wygląd torebki i mogłam już poważniej zacząć myśleć o jej noszeniu. Wybór na razie padł na zestawienie jej z gorsetem Papercats, konkretnie chodzi o underbust Silver. Po czym odkryłam, że fajnie byłoby mieć torebki jako miniaturowe wersje posiadanych gorsetów. Taka mini połówka gorsetu overbust Cabaret z Papercats... bardzo podoba mi się ten pomysł. W ten sposób powstała kolejna nisza do zapełnienia przez ludzi wyjątkowo uzdolnionych, bo ja torebek jeszcze tworzyć nie próbowałam.

Ponieważ piszę o ludziach wyjątkowo uzdolnionych, przypominam o projekcie Mała sztuka bliżej człowieka Too Sweet! Pisałam o nim na swojej stronie na FB, jednak nie na blogu. Do końca projektu zostało 10 dni, więc czasu jest coraz mniej. Naprawdę warto wspierać polskie rękodzieło.

PS: jeśli ktoś nie zauważył to w kolumnie po prawej, konkretnie pod "wyborem" języka bloga pojawił się link do zakładki, gdzie zrobiłam spis wszystkich gorsetów, z jakimi miałam styczność. Miłej lektury i mam nadzieję, że spis ten będzie się regularnie powiększał.

niedziela, 8 lutego 2015

Rebel Madness vol.3: Ametyst Longline

Z sesji zaczynam powoli wychodzić obronną ręką (acz nie bez szwanku), więc jest szansa na częstsze pojawianie się wpisów (notka dla publiczności: w tym momencie następuje dziki entuzjazm. No przynajmniej udawajcie!).
Gorsetowe środowisko zapewne już wie, że dokładnie tydzień temu w czwartek sklep Rebel Madness wrzucił sześć nowych gorsetów. Są to pierwsze gorsety Rebel Madness o kroju longline, więc jest co świętować. Tajemnicą nadal pozostają trzy nowości. Plotki głoszą, że będzie to coś beżowego, albo overbusty. Osobiście liczę na gorset w kruki, które pojawiły się w zapowiedziach innych "komiksowych" gorsetów.

Model: Ametyst Longline
Cena: 189,00 PLN


http://rebelmadness.pl/p83,gorset-underbust-longline-ametyst.html
Rebel Madness nawiązało współpracę ze wspaniałą modelką La Esmeralda

Rozmiar: 24" (M)
Wymiary odpowiadają tym z tabeli, wydaje mi się jednak, że tylko w biodrach jest o 2 cm mniej (wedle tabeli jest 86 cm, mi wyszło 84)

Zdziwił mnie mail na moją skrzynkę od Poczty Polskiej z numerem nadania. W praktyce to oznacza, że sklep Rebel Madness zaczął korzystać z usługi Paczka MINI, którą osobiście bardzo lubię i uważam to za zmianę na plus.


W cenie tej usługi już jest kartonowe opakowanie, dlatego Paczka MINI często jest bardziej opłacalną opcją niż list polecony w gabarycie B + koperta bąbelkowa. Karton też wydaje mi się lepszym opakowaniem dla gorsetu niż miękka koperta z bąblami. Nie jest to jednak opcja idealna. Do takiego kartonu wejdzie maksymalnie jeden gorset (na chama może i dwa) no i overbust nie zmieści się tam ze względu na długość. Odpada też strzelanie bąblową folią (nie należałam do wielkich entuzjastów tej czynności póki nie przyszło mi czekać 3 dni pod rząd przez kilka godzin na JEDNĄ profesorkę po wpis i cudem miałam ze sobą trochę takiej folii).

Jest to trzeci gorset Rebel Madness w moich rękach. Największą tajemnicą był kolor gorsetu. Na zdjęciu sklepowym wydaje się niemal czarny z fioletowymi prześwitami. Welur to wyjątkowo wredna tkanina do fotografowania - cienie wychodzą bardzo ciemne, a przebłyski światła z kolei są zbyt jasne. W połączeniu z fioletem wychodzi prawdziwe wyzwanie dla fotografa, fiolet według mnie jest również najwredniejszym kolorem do fotografowania jaki istnieje, głównie ze względu na to jak diametralnie się zmienia przy różnych balansach bieli. Trzeba cholernie uważać, żeby nie wyszedł zbyt niebieski lub zbyt różowy.


Wydaje mi się, że to zdjęcie dość dobrze oddaje właściwy kolor gorsetu.

Jakiś czas temu Rebel zmienił buski - teraz są znacznie szersze i bez wzmocnienia w postaci płaskich fiszbin (jest ono tutaj zbędne).

Całkiem sporo posiadaczek gorsetu Ametyst Longline narzeka na to, że gipiury zostały umieszczone krzywo. To jest niestety prawda, jednak przeglądając inne zdjęcia doszłam do wniosku, że mi się trafił całkiem dobry egzemplarz - przesunięcie liczy sobie około pół centymetra. Widać to oczywiście na zbliżeniach i to bardzo, jednak w całokształcie nie rzuca się to aż tak w oczy.


Gipiury to jedyny mankament gorsetu, więc za bardzo nie będę się rozczulać nad opisem technicznym, ponieważ ten gorset jest bardzo podobny do swojego szmaragdowego poprzednika. Standardowo mamy underbusk:


Pamiętacie, że w recenzji szmaragdowego zauważyłam, że na samym dole materiał nieco uciekł i underbusk był tam wyraźnie szerszy niż na całej długości? W tym egzemplarzu trafiła mi się sytuacja odwrotna, jednak rzuca się to w oczy dużo mniej.

Podszewka również jest taka sama. Na tym zdjęciu można również obejrzeć sposób mocowania gipiur. W szmaragdowym gorsecie były to pojedyncze punkty i mnóstwo odstających nitek.


Tutaj poprowadzono ścieg prosty, jednak nie znajduje się on dokładnie dookoła całej gipiury, a jedynie przez część obszaru. W efekcie mamy niemal brak odstających nitek (bo pojedyncze się trafiły ale jest ich zdecydowanie mniej niż było w szmaragdzie), jednak mamy coś innego:


Tak, spora część gipiury nie jest przyszyta. Nie odstaje w trakcie noszenia gorsetu, jednak może budzić obawy o ewentualne uszkodzenie mechaniczne.

Tak samo jak w szmaragdowym poprzedniku ostatnie panele zostały zrobione z czarnej satyny. I kolejna zmiana - tym razem oczka gorsetu są czarne, nie srebrne.


Zwykle wstawia się oczka w takim samym kolorze jak busk, jednak tutaj jest to po prostu ujednolicenie koloru. Jednak to nie jest jedyna różnica.


Modesty-panel jest podwieszany na tej samej zasadzie (średnio mi on pasuje) jednak w szmaragdowym gorsecie był on wykonany z tego samego weluru. Tutaj panel wykonano z satyny, tej samej, która znajduje się na ostatnich panelach gorsetu. Jest to kolejna zmiana na plus - plecy mają jednolity wygląd, do tego satyna jako gładki materiał jest łatwiejsza do ułożenia niż welur, który może "haczyć" o chropowaty drelich.

Dlaczego piszę recenzję gorsetu w 2 dzień posiadania? Ponieważ okazał się na mnie za długi i nie mogę go przez to nosić. Miałam co do tego obawy przed zakupem, ale wedle tabeli miał tylko 2 cm więcej długości niż longline z Papercats, które osobiście bardzo lubię. Przekonało mnie to do zakupu, jednak ta różnica okazała się zbyt duża. Gorset wbija mi się w uda podczas siadania, dlatego nie robiłam kolejnych zdjęć na sobie, żeby jego stopień "zużycia" był jak najmniejszy. Mam tylko zdjęcie zrobione na szybko telefonem z pierwszej przymiarki. Gorset jest oczywiście niedowiązany, ponieważ nowego gorsetu nie powinno wiązać mocno, więc seasoning nie miał tu miejsca.


W związku z tym gorset wylądował z powrotem do folii razem z jedną wizytówką sklepu Rebel Madness (przysyłają takie dwie) i oczekuje na nową właścicielkę. Wiem, że mogę go jeszcze zwrócić do sklepu, jednak ten egzemplarz został wyprzedany jeszcze tego samego dnia co się pojawił w sklepie, dlatego najpierw spróbuję go sprzedać dalej.


A taki ładny...