sobota, 15 listopada 2014

Demonia Slush 214/B/PU - najkrótsza recenzja świata.

Korzystając z tego, że jestem w rodzinnym mieście, postanowiłam poświęcić chwilę uwagi pewnym butom. Jednak musicie mi wybaczyć fotografie - nie wzięłam ze sobą aparatu i dysponowałam tylko telefonem. Ale ten sprzęt w zupełności wystarczy, żeby pokazać to co najistotniejsze. Wracając do tytułu: recenzja będzie dotyczyła butów Demonia. Model Slush 214/B/PU - sznurowane kozaki na platformie, czarne i matowe. Chorowałam na nie bardzo długo.



Podstawowe pytanie, które nurtuje większość nowicjuszy: czy buty Demonia są warte swojej ceny?
Niech zdjęcie przemówi samo za siebie.



Dowcip? Niestety nie. To efekt jednorazowego wypadu do Krakowa (swoją drogą - nie przypuszczałam, że w takiej metropolii stan chodników będzie duuuużo gorszy niż moim rodzinnym mieście. Przyznaję order z cebuli).
Tego obuwia nie ratuje nic. Ani wygląd ogólny, ani dobrze wyważony obcas, ani wygoda chodzenia. Firmie Demonia należy się najwyżej karny kutas za wypuszczanie takiego badziewia i za tak chorą cenę. O reklamację oczywiście nie mogę się upominać - kupiłam je z drugiej ręki po okazyjnej cenie. Ale kiedy do mnie przyszły to nie było po nich widać nawet najmniejszego śladu użytkowania - podeszwy były czyste, obcas cały, bez otarć, platforma czyściutka, bez obić czy zadrapań. Nic nie zapowiadało katastrofy. Wcześniej były testowane kilkukrotnie w domu, żeby przyzwyczaić się do takiej wysokości. Byłam nimi niesamowicie wręcz zachwycona, przez całą drogę do Krakowa i w samym Krakowie również. A potem w drodze na bus powrotny dostałam taki prezencik od nich.
No dobra. Skoro się już tak malowniczo rozwaliły to można skorzystać z tej okazji i zajrzeć im do środka.



Ażurowa konstrukcja platformy sprawia, że buty mimo masywnego wyglądu są bardzo lekkie. Ale kolejny karny kutas dla Demonii - buty są klejone, nie szyte. Kilka potknięć o krzywe chodniki i po platformie.

Ponieważ platforma postanowiła żyć własnym życiem - stałam jak ostatnia sierota w obcym mieście, po ciemku i w poczuciu kompletnej bezradności. Kawałek próbowałam kuśtykać, kawałek doskoczyłam na jednej nodze, miałam już ochotę je zdjąć i zasuwać boso, jednak był to średnio dobry pomysł. Niektórych może w tym momencie ciekawić - jak mi się udało wrócić do domu? Zacisnęłam zęby i udało mi się doskoczyć do dwójki wyjątkowo uprzejmych studentów z Wrocławia. Jeden z nich poratował mnie taśmą izolacyjną i nawet sam mi ją nakleił. Odżyła we mnie wiara w ludzkość i nadzieja, że po tym kraju jeszcze chodzą dżentelmeni, szczególnie, że chwilę wcześniej inny... "osobnik" chyba chciał być mega dowcipny i na widok mojego nieszczęścia postanowił ryknąć na całą ulicę: "BYŁO SOBIE KUPIĆ TRAMPKI".
Kurde, człowieku. Pogratulować empatii i jakże wyszukanego poczucia humoru. Serdecznie Cię pozdrawiam moim środkowym palcem.



Pytanie na koniec: czy wszystkie buty Demonii są tak tragiczne?
Pojęcia nie mam. Mam inny model, ale jest nieprzyzwoicie stary, co też po nim widać, więc wybaczam mu usterki. Lata temu podczas sylwestra miałam na sobie buty od znajomej - model Slush 249/B, czyli czarne, lakierowane platformy z klamrami na całej długości, do tego za duże o 3 numery (ale i tak przez większość czasu siedziałam na tyłku). Chodziłam w nich jak bocian w kapuście, ale nic im się nie stało, tańczyć też mi się udało. Do tego znajoma ma je od czasów liceum, a liceum obie skończyłyśmy dawno temu. Wniosek z tego jest jeden - kiedyś widocznie przykładali się do jakości sprzedawanego towaru.

A ja dalej jestem skazana na wieczne zadzieranie głowy i stawanie na palcach.

PS: z okazji charakteru recenzji powstał nowy tag o nazwie karny kutas. Trafiać tam będzie wszelkie "ładne badziewie".

7 komentarzy:

  1. Ja słyszałam dużo negatywów o Demonii, więc widząc tytuł twojej recenzji spodziewałam się złego. D:
    Dobrze, że ktoś Cię poratował. <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też szukałam ich z 2 ręki, mając w pamięci, że buty starszej daty cechowały się lepszą jakością (i przystępniejszą ceną). No i mam za swoje...

      Ano miałam szczęście, że jednak znalazł się ktoś tak uprzejmy. Po bucu, którego spotkałam chwilę wcześniej, miałam spore wątpliwości, czy znajdzie się ktokolwiek, kto mógłby mi pomóc.

      Usuń
  2. Współczuję D: Demonie nie należą do tanich butów. Z tego co sama miałam okazję doświadczyć nie są niestety dobrej jakości: podatne na zarysowania, pęknięcia, kruszenie się podeszwy itd, przez co obiecałam sobie, że nigdy nie wydam złamanego grosza na żaden produkt tej firmy. Twoja recenzja jedynie mnie w tym utwierdziła.
    Nie uważam je też za wygodne obuwie, co zwykłam sobie wmawiać tuż po ich kupieniu. W porównaniu z innymi firmami i pod tym względem wypadają kiepsko, ale to w dużej mierze kwestia indywidualna.
    Od biedy możesz spróbować użyć cyjanopanu albo zanieść je do szewca, może da się je naprawić przynajmniej do robienia zdjęć (czyli w sumie do stania i wyglądania?) :x

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do szewca oddam na pewno, na całe szczęście mamy w mieścinie szewca-cudotwórcę, tylko jakoś wybitnie nie po drodze do niego. Mimo okazyjnej ceny buty kosztowały za dużo, żeby sobie tylko na nie patrzeć.
      Wygoda to kwestia indywidualna, od dawna chciałam mieć bardzo wysokie buty. Sieciówki pod tym względem rozczarowywały mnie mocno, do tego mi nawet balerinki potrafią wyrządzić ogromną krzywdę.
      Następnym razem pomyślę o butach na wymiar. Noga mi już na pewno nie urośnie

      Usuń
  3. aż się przykro robi patrząc na to..

    OdpowiedzUsuń
  4. Ha, Demonie mają to do siebie, że legendy o nich krążą, niestety dla nas - użytkowniczek - niezbyt pochlebne i ...prawdziwe. Sama mam ten albo podobny model i rzeczywiście są super-wygodne jak na taką wysokość, ale jednak niezbyt trwałe, o czym przekonałam się na zlocie motocyklowym. W moich podeszwa pękła na pół! A dokładnie to w jednym bucie pękła, prostopadle do kierunku chodzenia, pomiędzy platformą a obcasem. Na szczęście szewc zakleił to za 25zł, ale już wiem, że te buty będą służyć raczej do sesji niż chodzenia.
    Na szczęście teraz moda na platformy weszła, więc jak ktoś przy kasie, to może się w obuwniczym w chińskie butki z wysoką podeszwą zaopatrzyć. Cuda może to nie są, ale za to można przymierzyć, a jak ktoś ma tak jak ja rozmiar 39,5 co oznacza, że zwykle 39 jest za małe, a 40 za duże, to taka możliwość wymacania to jak dar niebios :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero dzisiaj moje Slushe wylądowały u pana szewca cudotwórcy, zobaczymy co wymyśli. Ale ja już wiem, że będę omijać Demonie szerokim łukiem. Jeśli znowu jakimś cudem będę mieć taki fundusz na buty to pomyślę o szyciu butów na miarę u pana Piwowarczyka

      Usuń