poniedziałek, 17 listopada 2014

Recenzja po roku - Restyle: Okrągła Torba Zegar "VICTORIAN CLOCK"

Recenzje robione po roku posiadania danej rzeczy zdecydowanie są dużo lepsze niż te robione niedługo po zakupie. Dlatego piszę drugą recenzję tej torby.

Pierwszą recenzję robiłam porównawczą z inną torbą z Restyle, która miała wtedy dwa lata, dlatego zachęcam do zapoznania się najpierw z nią: http://lair-of-spades.blogspot.com/2013/11/restyle-okraga-torba-zegar-victorian.html



Zacznę od miłych rzeczy.
Ekoskóra wytrzymała próbę czasu bez problemu. Nie znalazłam nigdzie żadnego wgniecenia, połamania, ani dziury. Krótkie uchwyty dalej są na swoim miejscu i bez śladu użytkowania. Długi pasek również spisuje się bardzo dobrze. Zamki błyskawiczne działają sprawnie, kieszenie są całe, a metalowe elementy również nie mają na sobie żadnych śladów.
To by było na tyle z plusów. Teraz czas na część znacznie ciekawszą, czyli minusy.



W miejscu drobnych załamań zaczęły się pojawiać białe otarcia, a w wyniku częstego stawiania torby na podłodze nadruk przy dolnej krawędzi zaczął się zdzierać. Czyli mamy tutaj styczność ze zwykłą naklejką, na którą naniesiono druk. Zajrzyjmy teraz do środka:


Na pierwszy rzut oka nic jej nie dolega.



A jak odwiniemy górną krawędź to spogląda na nas Jožin z bažin


Najlepsze jest to, że po pół roku posiadania torby wystawiłam im na sklepie ocenę dobrą. A dziura zrobiła się kilka dni później (albo ją dopiero wtedy zauważyłam. Podszewka jest tragiczna, strasznie cienka i kiepsko przyszyta. Delikatne pociągnięcie gwałtownie powiększa dziurę. Nie nosiłam w tej torbie niczego, co miałoby od góry ostrą krawędź (żadne bindowane kserówki), więc pojęcia nie mam skąd ta dziura i czemu akurat w takim miejscu.

Jej poprzedniczka, czyli torba hipnotyczna po dwóch latach intensywnego użytkowania była w tak dobrym stanie, że śmiało mogłam ją sprzedać, kiedy mi się znudziła - to mówi samo za siebie. Torba zegarowa jest kolejnym przykładem "ładnego badziewia", dlatego otrzymuje karnego kutasa. Lata temu sklep Restyle miał asortyment mocno ubogi, ale znacznie lepszej jakości i za niższą cenę. Przez to już od dłuższego czasu ten sklep wypadł z mojej listy ulubionych.

Sklepie Restyle: zamiast wrzucać coraz większą ilość coraz bardziej kiczowatych ubranek i dodatków (za chorą cenę) - poprawcie jakość towaru!

Bez odbioru.

sobota, 15 listopada 2014

Demonia Slush 214/B/PU - najkrótsza recenzja świata.

Korzystając z tego, że jestem w rodzinnym mieście, postanowiłam poświęcić chwilę uwagi pewnym butom. Jednak musicie mi wybaczyć fotografie - nie wzięłam ze sobą aparatu i dysponowałam tylko telefonem. Ale ten sprzęt w zupełności wystarczy, żeby pokazać to co najistotniejsze. Wracając do tytułu: recenzja będzie dotyczyła butów Demonia. Model Slush 214/B/PU - sznurowane kozaki na platformie, czarne i matowe. Chorowałam na nie bardzo długo.



Podstawowe pytanie, które nurtuje większość nowicjuszy: czy buty Demonia są warte swojej ceny?
Niech zdjęcie przemówi samo za siebie.



Dowcip? Niestety nie. To efekt jednorazowego wypadu do Krakowa (swoją drogą - nie przypuszczałam, że w takiej metropolii stan chodników będzie duuuużo gorszy niż moim rodzinnym mieście. Przyznaję order z cebuli).
Tego obuwia nie ratuje nic. Ani wygląd ogólny, ani dobrze wyważony obcas, ani wygoda chodzenia. Firmie Demonia należy się najwyżej karny kutas za wypuszczanie takiego badziewia i za tak chorą cenę. O reklamację oczywiście nie mogę się upominać - kupiłam je z drugiej ręki po okazyjnej cenie. Ale kiedy do mnie przyszły to nie było po nich widać nawet najmniejszego śladu użytkowania - podeszwy były czyste, obcas cały, bez otarć, platforma czyściutka, bez obić czy zadrapań. Nic nie zapowiadało katastrofy. Wcześniej były testowane kilkukrotnie w domu, żeby przyzwyczaić się do takiej wysokości. Byłam nimi niesamowicie wręcz zachwycona, przez całą drogę do Krakowa i w samym Krakowie również. A potem w drodze na bus powrotny dostałam taki prezencik od nich.
No dobra. Skoro się już tak malowniczo rozwaliły to można skorzystać z tej okazji i zajrzeć im do środka.



Ażurowa konstrukcja platformy sprawia, że buty mimo masywnego wyglądu są bardzo lekkie. Ale kolejny karny kutas dla Demonii - buty są klejone, nie szyte. Kilka potknięć o krzywe chodniki i po platformie.

Ponieważ platforma postanowiła żyć własnym życiem - stałam jak ostatnia sierota w obcym mieście, po ciemku i w poczuciu kompletnej bezradności. Kawałek próbowałam kuśtykać, kawałek doskoczyłam na jednej nodze, miałam już ochotę je zdjąć i zasuwać boso, jednak był to średnio dobry pomysł. Niektórych może w tym momencie ciekawić - jak mi się udało wrócić do domu? Zacisnęłam zęby i udało mi się doskoczyć do dwójki wyjątkowo uprzejmych studentów z Wrocławia. Jeden z nich poratował mnie taśmą izolacyjną i nawet sam mi ją nakleił. Odżyła we mnie wiara w ludzkość i nadzieja, że po tym kraju jeszcze chodzą dżentelmeni, szczególnie, że chwilę wcześniej inny... "osobnik" chyba chciał być mega dowcipny i na widok mojego nieszczęścia postanowił ryknąć na całą ulicę: "BYŁO SOBIE KUPIĆ TRAMPKI".
Kurde, człowieku. Pogratulować empatii i jakże wyszukanego poczucia humoru. Serdecznie Cię pozdrawiam moim środkowym palcem.



Pytanie na koniec: czy wszystkie buty Demonii są tak tragiczne?
Pojęcia nie mam. Mam inny model, ale jest nieprzyzwoicie stary, co też po nim widać, więc wybaczam mu usterki. Lata temu podczas sylwestra miałam na sobie buty od znajomej - model Slush 249/B, czyli czarne, lakierowane platformy z klamrami na całej długości, do tego za duże o 3 numery (ale i tak przez większość czasu siedziałam na tyłku). Chodziłam w nich jak bocian w kapuście, ale nic im się nie stało, tańczyć też mi się udało. Do tego znajoma ma je od czasów liceum, a liceum obie skończyłyśmy dawno temu. Wniosek z tego jest jeden - kiedyś widocznie przykładali się do jakości sprzedawanego towaru.

A ja dalej jestem skazana na wieczne zadzieranie głowy i stawanie na palcach.

PS: z okazji charakteru recenzji powstał nowy tag o nazwie karny kutas. Trafiać tam będzie wszelkie "ładne badziewie".