sobota, 10 maja 2014

Prawie jak Alchemy Gothic - prawie robi wielką różnicę.

Piszę ten post, ponieważ oszustwa nie zniesę.

Jakiś czas temu kupiłam podróbę biżuterii Alchemy Gothic - naszyjnik i nausznicę "Passion" (ciekawe ile osób w tym momencie postanowiło mnie za to spalić na stosie). Kupowałam z pełną świadomością, że dostanę nieoryginalny produkt. Ale post nie będzie o tym, że ktoś mnie oszukał, czy coś w tym stylu.
Kolejny raz z rzędu zauważyłam w sieci przypadek żerowania na nieświadomych osobach i wmawiania im, że z drugiej ręki dostaną oryginalny produkt AG, podczas gdy tak naprawdę jest to podróba. Tylko po czym poznać, że podróba jest podróbą?

Najpierw przyjrzyjmy się zdjęciom sklepowym


Na zdjęciach sklepowych widać co i gdzie się znajduje i jak produkt wygląda. Jak oryginał tej biżuterii powinien się prezentować w rzeczywistości? Poszperałam po zagranicznych blogach.


Miniatury zdjęć prowadzą do oryginalnych blogów

Podkreślam - to nie są moje zdjęcia, ponieważ sama oryginałów nie posiadam, ale prezentuję je tutaj, żeby inni wiedzieli na co zwrócić szczególną uwagę. Jak widać otrzymany produkt zgadza się ze zdjęciem sklepowym, a nawet mam wrażenie, że wygląda trochę lepiej.
AKTUALIZACJA!


Udało mi się zdobyć oryginalną zausznicę Passion z Alchemy Gothic i zrobiłam jej porównanie z kopią widoczną w tym poście, jak i inną, zdobytą w międzyczasie.
Post z recenzją porównawczą: Alchemy Gothic Passion Earring - ciąg dalszy

A teraz przyjrzyjmy się podróbie jednego i drugiego


Już na pierwszy rzut oka widać, czego brakuje, ale o tym wspomnę później. Trzeba zwrócić szczególną uwagę na jeden detal, który wykorzystują nieuczciwi sprzedawcy i dotyczy to naszyjnika.


Tak, skośnoocy podrobili w naszyjniku nawet sygnaturę Alchemy Gothic (dziwnym trafem w nausznicy już nie). W praktyce oznacza to, że obecność sygnatury nie jest żadną gwarancją, że kupujemy oryginalny produkt. Sprzedawcy robią własne zdjęcia swojej podróbie, żeby zyskać na wiarygodności i jednocześnie strzelają sobie w stopę, albo czekają na jelenia, który da się nabrać. No bo kto wątpi w oryginalność produktu, który ma sygnaturę? Ano ja wątpię, ponieważ moja podróba właśnie ją ma.
Dlatego trzeba zwrócić uwagę na detale. Ogólnie porównując moje zdjęcia podróbek i znalezionych w sieci oryginałów najpierw widać różnicę w mniejszych koralikach. Koraliki powinny mieć kształt łezek i metalowe, srebrne koszyczki. W podróbach takich koszyczków nie uświadczycie, a przez ich brak mniejsze koraliki są krótsze i mają też nieco inny kształt. Ale warto też przyjrzeć się dużej łezce w naszyjniku. Na podróbie "ramka" dookoła jest strasznie wąska, na zdjęciach prezentujących oryginał widać, że jest szersza i ma znacznie ładniej wykończone "haczyki" przytrzymujące kryształek. Oprócz tego podróby wyglądają dość topornie. Kwestia dużej łezki "odwrotnej" w mojej nausznicy wynika z czegoś innego ale o tym też napiszę.

Dlaczego kupiłam podróbki? Z kilku powodów. Pierwszy to oczywiście finanse. Za swój naszyjnik, nausznicę i jeszcze wysyłkę razem dałam mniej niż 30zł, a kupowałam w sklepie na allegro. Oryginały kosztują odpowiednio więcej (nausznica 72.90zł, naszyjnik 95.99zł na rockmetalshop) i obecnie nie mogę sobie pozwolić na taki wydatek. Drugi powód to taki, że nie miałam pewności, czy tego typu biżuteria będzie się na mnie dobrze prezentować i do mnie pasować. Jest całe mnóstwo pięknych rzeczy, które odpowiadają mojej estetyce, ale na mnie nie zawsze dobrze wyglądają. Gdybym kupiła oryginały Alchemy Gothic, a potem źle bym w nich wyglądała to nie chcę sobie nawet wyobrażać swojej reakcji. Podróbek nie byłoby mi aż tak żal jak oryginalnych produktów. Jest jeszcze jeden powód, który mnie ogólnie powstrzymuje przed kupnem oryginałów. Od jakiegoś czasu spotykam się z opiniami, że jakość produktów Alchemy Gothic wyraźnie spadła w ciągu kilku lat. Nie wiem ile w tym prawdy bo oryginał mam tylko jeden (pierścień Betrothal) i nic złego się z nim póki co nie dzieje.


Co mogę jeszcze powiedzieć o posiadanych podróbkach? Zacznę od naszyjnika. Wspominałam już, że w porównaniu ze zdjęciem oryginału widać wyraźnie, że jest wykonany dość topornie i niezbyt dokładnie. Same wstążki też sprawiają wrażenie bardzo kiepskiej jakości (chociaż zmiana wstążki to nie problem). Ale wiedziałam co kupowałam i za jaką cenę. Zapięcie w kształcie nietoperzych skrzydełek działa prawidłowo, wstążki są przeplecione przez nie w taki sposób, że można regulować długość naszyjnika i nic nie spada, ani się nigdzie nie rozlatuje.
Z nausznicą jest nieco ciekawiej. Sprzedawca allegro oferował, że sprzedają nausznicę zarówno w wersji na lewe jak i na prawe ucho. Oryginał jest oczywiście tylko na ucho lewe, w dodatku ja sama bardzo nie lubię tego typu kolczyków nosić na prawym uchu. Prosząc sprzedawcę o wersję na lewe ucho otrzymałam... wersję odwrotną. Po wymianach maili mieli dosłać mi wersję właściwą, ale znowu dostałam wersję na prawe ucho. Ostatecznie doszliśmy ze sprzedawcą do porozumienia, a on sam się przyznał, że jednak wersji na lewe ucho nie posiadali w magazynie (szkoda, że nie sprawdzają co sprzedają, zanim wystawią towar...). Ale poza tą jedną pomyłką kontakt ze sprzedawcą był w porządku i zwrócił mi pieniądze za wysyłkę pocztową. Ale, ale. Na moim zdjęciu jest wersja na lewe ucho. A owszem. Posiadałam również jeszcze inną podróbkę tej nausznicy, ale koraliki miały strasznie pomarańczowy odcień i nieładny kształt kryształków, taki jajowaty. "Korpus" (że tak to nazwę) z prawej nausznicy był krótszy i szerszy niż od lewej, a przez to mniej wygodny na moje ucho. Dlatego zamieniłam je miejscami, a stąd wzięła się odwrócona wersja dużej łezki.
Ogólnie biżuteria jakoś się trzyma, nic się nigdzie nie rozpada, ani nie różowieje. Ale to może się okazać tylko kwestią czasu. Jeśli finanse pozwolą to na pewno kupię oryginalne wersje, a wtedy będę je mogła jeszcze dokładniej ze sobą porównać.

8 komentarzy:

  1. Ja nie mam nic przeciwko chińskim podróbkom Alchemy, chociaz może podrabianie sygnatury to przesada. Dla mnie przesadę są też ceny Alchemy, 100 zł i więcej za naszyjnik, nawet nie ze srebra? Obecnie mam 3 naszyjniki-podróbki Alchemy, kosztowały w granicach 20-30 zł, mam też kilka rzeczy oryginalnych i nie widzę różnicy w jakości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze mnie bawili ludzie, którzy na dźwięk słowa "podróbka" mają ochotę chwycić za widły i gonić delikwenta, który się w takowe zaopatruje ;) a to czy cena AG jest przesadna - zależy o jakim konsumencie mowa. Na nasze finanse to i owszem, cena jest przesadna, ale im dalej na zachód tym mniej bije po kieszeni. Możesz się pochwalić które konkretnie naszyjniki posiadasz? :D

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam

      Usuń
  2. Cóż, ceny AG są kosmiczne, oni chyba sami wiedzą, że przesadzają. :P Ale dzięki za recenzję, ponieważ sama chcę kilka rzeczy od nich i jeszcze [jako, że mnie nie stać ] kupiłabym podróby. :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że recenzja się przydała. Na handel podróbkami nic się nie poradzi, ale szlag mnie trafia, kiedy ktoś wciska podróbę jako oryginał i jeszcze przebija kilkukrotnie cenę.

      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ja mam kolczyki z Alchemy (chyba nazywały się vyverex? Ale nie pamiętam, bo mam je już baaaardzo długo. W każdym razie takie zgrabne smoki) - i ogromnie mi się spodobały, tak więc skuszona zakupowym sukcesem kupiłam jakiś czas później kolczyk z nausznicą. Na zdjęciu prezentował się pięknie, filigranowo (z resztą czegoś takiego spodziewałabym się po kryształkowym kolczyku połączonym z nausznicą łańcuszkiem),natomiast gdy otworzyłam przesyłkę,zamiast misternego, drobnego kolczyka zobaczyłam niemalże gąsienicę od czołgu ;> sam kolczyk był ogromny,prawie jak to, co nosi w uszach Christiano Ronaldo :p ,łańcuszek gruby, a sama nausznica wykonana z metalu na tyle grubego (i z tego powodu o "kanciastym" przekroju - wbijał się w chrząstkę),że nawet nie dało się jej zacisnąć na uchu,w dodatku była dość topornie wykonana... Ręce mi opadły, szczególnie,że dałam za ten kolczyk niewspółmiernie dużo pieniędzy,jak to za orginał Alchemy. Przyznam,że trochę mnie to zraziło, więc nawet się ucieszyłam zauważając w internecie,że są podróbki - przynajmniej jeśli coś okaże się tak "z gruba ciosane" to za znacznie mniejsze pieniądze,a że nie mam szczególnego, emm,parcia na metki ;) to na prawdę nie robi mi różnicy czy to orginalne Alchemy, czy nie. .

    OdpowiedzUsuń
  4. Sama skusiłam się na parę podróbek, chociaż akurat nie AG, i to, co mnie w nich irytowało, to koniecznosc poprawiania niedoróbek - doklejanie szkiełek, wycinanie i piłowanie nadlan itd. Co do AG, zastanawiam się nad kupnem czegos z podróbek, może zaryzykuję - bo jednak i tak wyglądają lepiej na Twoich zdjęciach, niż się spodziewałam.
    Tylko ta kopia sygnatury wywołuje niesmak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej boję się różowienia metalu, ale tego typu biżuterię noszę okazyjnie, więc może trochę posłuży.
      Obecność skopiowanej sygnatury mnie nie dziwi, nie takie rzeczy już skośni podrabiają. Dużo bardziej mnie boli to, że polscy sprzedawcy wykorzystują jej obecność i żerują na nieświadomych klientach nie tylko samym zawyżaniem ceny, ale obietnicami, że kupują oryginalny produkt.

      Usuń
  5. Szczerze mówiąc te podróbki wyglądają lepiej niż się spodziewałam(nawet za dobrze jeśli chodzi o podrabianie sygnatury ;/).. sama się kiedyś przymierzałam do nich, ale bałam się jak to będzie wyglądało "na żywo", ale może się kiedyś skuszę.

    OdpowiedzUsuń