wtorek, 25 marca 2014

Jare Gody 2014

Miało być o kolejnych moich pierdołach, ale będzie o imprezie "Jare Gody". Koło Naukowe Etnologów Cieszyn zorganizowało Dzień Kultury Słowiańskiej, który się odbył 19 marca na terenie kampusu Uniwersytetu Śląskiego w Cieszynie. O samej imprezie dowiedziałam się bardzo późno, a na wieść o dodatkowych atrakcjach w postaci warsztatów i zapisach na nie - zrzedła mi mina, że dowiaduję się za późno. Jednak następnego dnia okazało się, że spokojnie zdążyłam z zapisem, więc radość moja była ogromna.

Dzień Kultury Słowiańskiej zaczął się o 9 rano od seminarium. Na historii w liceum zdarzało mi się nader często przyciąć komara (na historii sztuki jeszcze częściej), jednak trzygodzinne seminarium o pochodzeniu Słowian i ich życiu codziennym wchłonęłam bez większego wysiłku. Oprócz wykładu profesora i krótkich prelekcji studentów, o zwyczajach Słowian opowiadał przedstawiciel Cieszyńskiego Rodu z Golęszyc. Nie mogło się obyć bez pokazu ich ubioru oraz uzbrojenia, czyli tego co tygryski lubią najbardziej.




Za udział w seminarium uczestnicy dostali pieczątkę. Po co? O tym powiem później :)

Zaraz po seminarium były przeprowadzane warsztaty w czterech panelach. Niestety, nie można było brać udziału we wszystkich, ponieważ się odbywały w jednym czasie. A w czym można było wziąć udział?
1. Ceramika
2. Barwienie naturalnymi metodami i malowanie tarcz
3. Łucznictwo
4. Tkactwo - haftowanie krajek
Jak myślicie, które mnie najbardziej interesowały? Oczywiście, że łucznictwo! To jedno z moich niespełnionych marzeń, jeszcze z okresu dzieciństwa. Drugi raz w życiu mogłam trzymać w rękach łuk i sobie postrzelać do tarczy. Do środka nie trafiłam, ale wszystkie moje pięć strzał było dość blisko siebie. Uważam, że poszło mi całkiem nieźle, zważywszy na moją wadę wzroku (jestem astygmatykiem).
Zapomniałam dodać, że padał deszcz, wiał wiatr, a ja się ślizgałam i zapadałam w błocie :D




Pieczątka numer dwa, za warsztaty

Warsztaty z łucznictwa zakończyły się bardzo szybko, więc można było jeszcze wziąć udział w innych, jednak ja osobiście marzyłam o kubku herbaty, więc uciekłam raz dwa do akademika. Szczególnie nas zachęcano do wzięcia udziału w warsztatach z ceramiki, jednak przez liceum plastyczne i studia osobiście mam dość grzebania w glinie :) ponieważ ze swojego akademika widzę budynek uczelni, nie obawiałam się, że nie zdążę na kolejne atrakcje. Jednak zanim się tam udaliśmy, skorzystaliśmy z jeszcze jednej atrakcji. Studenci Fotografii z Instytutu Sztuki wystawili swoją Fotobudkę (o której możecie poczytać TUTAJ i pooglądać zdjęcia TUTAJ. Tak, ja też tam jestem), a Cieszyński Ród udostępnił kilka swoich rekwizytów. Oczywiście skorzystałam :) zdjęć z Fotobudki jeszcze nie ma, a nie chcę, żeby mi się wydarzenie przeterminowało.
Po Fotobudce (za którą pieczątek już nie dawali) przyszedł czas na pokaz walki. Nie był to turniej rycerski rodem z kilkudniowych imprez, do tego odbył się na sali gimnastycznej, jednak mimo tego pokaz mi się podobał. Ponownie wódz Cieszyńskiego Rodu opowiadał o tym jak walczyli Słowianie we wczesnym średniowieczu, a wszystko co było powiedziane zaraz było również demonstrowane (oczywiście na miarę możliwości).




Za udział w pokazie walk - pieczątka numer trzy.

Po tych atrakcjach przyszedł czas na gwóźdź programu, uczestnicy, organizatorzy i inni goście zebrali się w klubie studenckim Panopticum. Odsłonię w tym miejscu tajemnicę pieczątek: za zebranie wszystkich trzech dostawało się jedno piwo za darmo. Dlatego też warto było brać udział we wszystkich atrakcjach :) niestety nie mam zdjęć z dalszego ciągu, ponieważ nie chciałam brać już ze sobą aparatu. Ale znalazło się jedno w telefonie lubego.
Z seminarium się dowiedziałam, że Słowianie pili dużo piwa, dzieci również. Kiedy opróżniłam do połowy swoją nagrodę, zaczęło się to na co wszyscy czekali. Koncert zespołu Jar - muzyka iście słowiańska i naprawdę bardzo mi się ich występ podobał. Mają swój Fanpage na FB, więc można się zaznajomić z ich twórczością, do czego gorąco zachęcam. Gdzie muzyka tam tańce, jednak z kilku powodów nie włączyłam się w tańczący tłum ;)


Koncert się skończył około godziny 23, ale Jare Gody trwały nadal. Po koncercie przygotowano pokaz fireshow oraz palenie Marzanny. Bardzo chętnie oglądam pokazy tego typu, jednak tym razem to nie był tylko taniec z ogniem. Przed spaleniem Marzanny odbył się również pewnego rodzaju obrzęd: wzywano i chwalono Swaroga oraz Mokosz. Symbolicznie złożono też ofiarę w postaci wrzucania ziarna pszenicy i lania miodu do ognia. Wszystko w towarzystwie tancerzy ognia i w rytm bębnów. Powiem tylko jedno: był klimat. Zdecydowanie.


Padłam do łóżka zmęczona, ale szczęśliwa. Po zdjęciach może tego nie widać, jednak impreza była naprawdę przednia. Podobało mi się seminarium, prelekcje były przedstawione naprawdę interesująco, do tego na sam koniec nie było krępującej ciszy (po słynnym pytaniu odnośnie tego, czy jakieś pytania są) tylko dyskusja, chociaż nie była szczególnie burzliwa ;) warsztaty podzielone na część teoretyczną i praktyczną, pokaz walk również nie ograniczał się do samego pokazywania i opowiadania, ale również angażowano publiczność, więc można było samemu wziąć w ręce tarczę, miecz, poczuć się jak woj i pobiec na przeciwników, albo postrzelać do nich z łuku. Pokusiłam się nawet o stwierdzenie, że ten jeden dzień, zorganizowany przez studentów, podobał mi się bardziej od trzydniowej imprezy tego samego typu, robionej z rozmachem i na zamku (w innym mieście). Głównie dlatego, że na tej trzydniowej atrakcje odbywały się na zasadzie pokazów - był turniej rycerski, był pokaz łucznictwa i masa innych, ale nikt z oglądających nie dostałby łuku do ręki, mogliśmy tylko patrzeć. Do tego zachwycające stoiska rzemieślników były na takich imprezach jednocześnie dobijające - ceny wyrobów zwalają z nóg, jednak same wyroby też, ale w pozytywnym znaczeniu, ponieważ ich wytwórcy odwalają kawał dobrej roboty. W Cieszynie jednak nigdzie takich stoisk nie było, więc nikomu nie wyciskało wątroby :)
Miały być też konie, ale powiedziały, że pogoda za brzydka. Za to w budynku głównym uczelni, przy wejściu można było dostać chleb ze smalcem i ogórki (za "co łaska").

Bogowie najwidoczniej przyjęli ofiarę, ponieważ następnego dnia mieliśmy w Cieszynie wspaniałą pogodę :)

Inne zdjęcia dostępne na stronie wydarzenia FB: JARE GODY

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz