poniedziałek, 17 listopada 2014

Recenzja po roku - Restyle: Okrągła Torba Zegar "VICTORIAN CLOCK"

Recenzje robione po roku posiadania danej rzeczy zdecydowanie są dużo lepsze niż te robione niedługo po zakupie. Dlatego piszę drugą recenzję tej torby.

Pierwszą recenzję robiłam porównawczą z inną torbą z Restyle, która miała wtedy dwa lata, dlatego zachęcam do zapoznania się najpierw z nią: http://lair-of-spades.blogspot.com/2013/11/restyle-okraga-torba-zegar-victorian.html



Zacznę od miłych rzeczy.
Ekoskóra wytrzymała próbę czasu bez problemu. Nie znalazłam nigdzie żadnego wgniecenia, połamania, ani dziury. Krótkie uchwyty dalej są na swoim miejscu i bez śladu użytkowania. Długi pasek również spisuje się bardzo dobrze. Zamki błyskawiczne działają sprawnie, kieszenie są całe, a metalowe elementy również nie mają na sobie żadnych śladów.
To by było na tyle z plusów. Teraz czas na część znacznie ciekawszą, czyli minusy.



W miejscu drobnych załamań zaczęły się pojawiać białe otarcia, a w wyniku częstego stawiania torby na podłodze nadruk przy dolnej krawędzi zaczął się zdzierać. Czyli mamy tutaj styczność ze zwykłą naklejką, na którą naniesiono druk. Zajrzyjmy teraz do środka:


Na pierwszy rzut oka nic jej nie dolega.



A jak odwiniemy górną krawędź to spogląda na nas Jožin z bažin


Najlepsze jest to, że po pół roku posiadania torby wystawiłam im na sklepie ocenę dobrą. A dziura zrobiła się kilka dni później (albo ją dopiero wtedy zauważyłam. Podszewka jest tragiczna, strasznie cienka i kiepsko przyszyta. Delikatne pociągnięcie gwałtownie powiększa dziurę. Nie nosiłam w tej torbie niczego, co miałoby od góry ostrą krawędź (żadne bindowane kserówki), więc pojęcia nie mam skąd ta dziura i czemu akurat w takim miejscu.

Jej poprzedniczka, czyli torba hipnotyczna po dwóch latach intensywnego użytkowania była w tak dobrym stanie, że śmiało mogłam ją sprzedać, kiedy mi się znudziła - to mówi samo za siebie. Torba zegarowa jest kolejnym przykładem "ładnego badziewia", dlatego otrzymuje karnego kutasa. Lata temu sklep Restyle miał asortyment mocno ubogi, ale znacznie lepszej jakości i za niższą cenę. Przez to już od dłuższego czasu ten sklep wypadł z mojej listy ulubionych.

Sklepie Restyle: zamiast wrzucać coraz większą ilość coraz bardziej kiczowatych ubranek i dodatków (za chorą cenę) - poprawcie jakość towaru!

Bez odbioru.

sobota, 15 listopada 2014

Demonia Slush 214/B/PU - najkrótsza recenzja świata.

Korzystając z tego, że jestem w rodzinnym mieście, postanowiłam poświęcić chwilę uwagi pewnym butom. Jednak musicie mi wybaczyć fotografie - nie wzięłam ze sobą aparatu i dysponowałam tylko telefonem. Ale ten sprzęt w zupełności wystarczy, żeby pokazać to co najistotniejsze. Wracając do tytułu: recenzja będzie dotyczyła butów Demonia. Model Slush 214/B/PU - sznurowane kozaki na platformie, czarne i matowe. Chorowałam na nie bardzo długo.



Podstawowe pytanie, które nurtuje większość nowicjuszy: czy buty Demonia są warte swojej ceny?
Niech zdjęcie przemówi samo za siebie.



Dowcip? Niestety nie. To efekt jednorazowego wypadu do Krakowa (swoją drogą - nie przypuszczałam, że w takiej metropolii stan chodników będzie duuuużo gorszy niż moim rodzinnym mieście. Przyznaję order z cebuli).
Tego obuwia nie ratuje nic. Ani wygląd ogólny, ani dobrze wyważony obcas, ani wygoda chodzenia. Firmie Demonia należy się najwyżej karny kutas za wypuszczanie takiego badziewia i za tak chorą cenę. O reklamację oczywiście nie mogę się upominać - kupiłam je z drugiej ręki po okazyjnej cenie. Ale kiedy do mnie przyszły to nie było po nich widać nawet najmniejszego śladu użytkowania - podeszwy były czyste, obcas cały, bez otarć, platforma czyściutka, bez obić czy zadrapań. Nic nie zapowiadało katastrofy. Wcześniej były testowane kilkukrotnie w domu, żeby przyzwyczaić się do takiej wysokości. Byłam nimi niesamowicie wręcz zachwycona, przez całą drogę do Krakowa i w samym Krakowie również. A potem w drodze na bus powrotny dostałam taki prezencik od nich.
No dobra. Skoro się już tak malowniczo rozwaliły to można skorzystać z tej okazji i zajrzeć im do środka.



Ażurowa konstrukcja platformy sprawia, że buty mimo masywnego wyglądu są bardzo lekkie. Ale kolejny karny kutas dla Demonii - buty są klejone, nie szyte. Kilka potknięć o krzywe chodniki i po platformie.

Ponieważ platforma postanowiła żyć własnym życiem - stałam jak ostatnia sierota w obcym mieście, po ciemku i w poczuciu kompletnej bezradności. Kawałek próbowałam kuśtykać, kawałek doskoczyłam na jednej nodze, miałam już ochotę je zdjąć i zasuwać boso, jednak był to średnio dobry pomysł. Niektórych może w tym momencie ciekawić - jak mi się udało wrócić do domu? Zacisnęłam zęby i udało mi się doskoczyć do dwójki wyjątkowo uprzejmych studentów z Wrocławia. Jeden z nich poratował mnie taśmą izolacyjną i nawet sam mi ją nakleił. Odżyła we mnie wiara w ludzkość i nadzieja, że po tym kraju jeszcze chodzą dżentelmeni, szczególnie, że chwilę wcześniej inny... "osobnik" chyba chciał być mega dowcipny i na widok mojego nieszczęścia postanowił ryknąć na całą ulicę: "BYŁO SOBIE KUPIĆ TRAMPKI".
Kurde, człowieku. Pogratulować empatii i jakże wyszukanego poczucia humoru. Serdecznie Cię pozdrawiam moim środkowym palcem.



Pytanie na koniec: czy wszystkie buty Demonii są tak tragiczne?
Pojęcia nie mam. Mam inny model, ale jest nieprzyzwoicie stary, co też po nim widać, więc wybaczam mu usterki. Lata temu podczas sylwestra miałam na sobie buty od znajomej - model Slush 249/B, czyli czarne, lakierowane platformy z klamrami na całej długości, do tego za duże o 3 numery (ale i tak przez większość czasu siedziałam na tyłku). Chodziłam w nich jak bocian w kapuście, ale nic im się nie stało, tańczyć też mi się udało. Do tego znajoma ma je od czasów liceum, a liceum obie skończyłyśmy dawno temu. Wniosek z tego jest jeden - kiedyś widocznie przykładali się do jakości sprzedawanego towaru.

A ja dalej jestem skazana na wieczne zadzieranie głowy i stawanie na palcach.

PS: z okazji charakteru recenzji powstał nowy tag o nazwie karny kutas. Trafiać tam będzie wszelkie "ładne badziewie".

poniedziałek, 1 września 2014

Proper of the Corset Army

Tak, stanowczo za rzadko tu piszę. Jakie mam tym razem wymówki?
1. Wyjazd do Niemiec.
2. Remont dachu (w związku z czym zakleili mi okna folią i w ciągu dnia miałam cały czas ciemno). Na całe szczęście już dobiegł końca i dzisiaj rano panowie ściagali resztę rusztowania.

Zanim przejdę do rzeczy chcę gorąco podziękować gorseciarce Milenie "Deathless" Dutkiewicz, za jej niezwykle fajny tutorial na gorset underbust. Tutaj możecie oglądać jej gorsetowe dzieła, a tutaj znajdziecie jej instrukcję szycia gorsetu. Dlaczego wybór padł akurat na wykrój od Deathless? Ponieważ poprzedni gorset mi się nie udał i stwierdziłam, że skorzystam z wykroju o prostszej konstrukcji.

Ten gorset jest pierwszym i skończonym tworem, który mogę pokazać bez wstydu, chociaż daleko mu do wszelkich ideałów, jednak osobiście jestem z niego zadowolona. Skąd taki pomysł na gorset? Ano stąd, że zaopatrzyłam się dawno temu w Czapkę militarną khaki ze sklepu Restyle. Czapka służyła mi do sesji zdjęciowych i chciałam ją potem komuś taniej odsprzedać, ale w sumie uznałam, że mogę w niej jeździć na różnorakie konwenty. I tak czapka pojechała ze mną rok temu na Balcon: Animachina. W tym roku również wybrałam się na Animachina 2014 i stwierdziłam, że fajnie byłoby mieć gorset do tej czapy. O samej czapie nie widzę sensu pisania osobnej notki z recenzją, bo można to opisać w paru słowach: czapka jest dość kosztownym gadżetem, używana u mnie sporadycznie już zdążyła stracić jeden guzik, a gumka od spodu lekko się zmechaciła. Poza tym nie ma żadnych wad.

Inspiracje:


Kolejno odlicz: 1. Restyle 2. Rebel Madness 3. SnowBlack Corsets
Miniaturki zdjęć prowadzą do stron z których zdjęcia pochodzą.

Z całej tej trójki gorsetów najbardziej podoba mi się gorset od SnowBlack.

Mój gorset pierwotnie miał mieć panel kryjący z przodu, podobnie jak na gorsecie Restyle i Snowblack. Ale z czasem stwierdziłam, że ciekawiej będą się prezentować czarne paski zakładane na guziki, które jednocześnie będą zakrywały busk (czy tylko mi się wydaje, że gorset Restyle ma z tym lekki problem? Poza tym lepiej wyglądałby miedziany busk zamiast srebrnego). Największą trudnością było zdobycie odpowiedniej tkaniny. Nie wiedziałam za bardzo czego szukać na allegro, a to co mi się udało znaleźć okazało się niesatysfakcjonujące. Poszłam do lumpeksu i znalazłam spódnicę, która rozmiarowo była na mnie stanowczo za duża, do tego była wyjątkowo wątpliwej urody. Ale materiał okazał się być drelichem! Tylko nieco cieńszym. Kolor różni się minimalnie od wspomnianej wcześniej czapy z Restyle, ale różnica jest subtelna i mi osobiście w niczym nie przeszkadza.

Nie przeciągajmy, pora na wojskowego pana krzywusa (ten zarysowany i wytarty blat to mój stół warsztatowy)


Gorset składa się z dwóch warstw tkanin - wierzchnia to cieńszy drelich (wyrżnięty bezczelnie ze spódnicy znalezionej w lumpeksie), a podszewka to również drelich, jednak gruby i koloru czarnego. Z tego samego materiału zrobiłam też lamówkę. Pomiędzy warstwami znajduje się waist-tape z taśmy bawełnianej o szerokości 3cm. Paski zakrywające busk zostały zrobione na szybko z czarnej wstążki - brzegi obcięłam na półokrągło i przypaliłam zapalniczką, podobnie postąpiłam z dziurami na guziki. Domyślam się, że to sprawia nieestetyczne wrażenie, ale no... spieszyłam się, bo gorset zaczęłam robić na 3 dni przed konwentem :D guziki są z plastiku, jednak moim zdaniem prezentują się całkiem w porządku.



Niestety, gorset się dość mocno marszczy po bokach i jest to spowodowane moimi niewystarczającymi umiejętnościami krawieckimi. Materiał bardzo często "zwijał" mi się w trakcie szycia. Prawy bok prułam siedmiokrotnie(!) i problem nadal występował. Podejrzewam, że muszę następnym razem zrobić dokładniejszą i drobniejszą fastrygę. Spinanie szpilkami sprawiało, że szew się przekrzywiał, dlatego zdecydowałam się na przyfastrygowanie.


paski zakrywające srebrny busk, zbliżenie na guziki i underbusk.

Gorset zapinany jest z przodu na pięcioczęściowy busk i wspominane wcześniej paski i guziki. Tunele na fiszbiny są podwójne, więc spiralnych fiszbin powinno tu być dwanaście, ale jest tylko osiem. Wynika to z tego, że tylko osiem miałam, jednak mam w planach poprawić ten gorset, więc wtedy na pewno zwiększę ich ilość. Dwie spiralne znajdują się z przodu, pozostałe cztery są rozmieszczone dookoła. Przy sznurowaniu znajduje się para płaskich fiszbin. Są tej samej szerokości i giętkości co busk, jednak nie sprawiają żadnych problemów podczas wiązania.


No właśnie, wiązanie. Zdecydowanie nie jest to coś czym mogę się pochwalić - nie udało mi się rozmieścić oczek równo, do tego w kilku miejscach uderzyłam młotkiem za mocno i zaczęły się spłaszczać. Oczek jest dokładnie czternaście par. Sznurek pochodzi z odzysku. Następne wiązanie zrobię już znacznie staranniej.


doskonale wiem, że robienie zdjęć gorsetu na poduszce jest mało profesjonalne (gorset na ciele układa się zupełnie inaczej), ale obecne warunki w moim pokoju nie pozwalają mi na zrobienie tego zdjęcia inaczej, żeby było go w pełni widać. Ale patrząc po zdjęciu na płasko i na poduszce czuję pewną satysfakcję - wyprofilowanie gorsetu jest nadal widoczne!

Zdjęcia na sobie oczywiście też mam.


foto: Sebastian Flaczyński

Jedyne zdjęcie z konwentu Animachina 2014. Najwidoczniej byłam za mało ciekawa dla fotografów :D tego dnia gorset (i ja sama) został wystawiony na ekstremalne warunki - 30 stopni upału i siedzenie w nim przez 10 godzin i następnego dnia też przez kilka godzin. Zniosłam to bez większego wysiłku. Zrobiłam gorset pod swoje wymiary, więc jest niesamowicie wręcz wygodny! Temperatura dała się we znaki - widać, że jestem lekko sfatygowana i makijaż zdążył wyparować (a podobno wodoodporny...)


zdjęcie skradzione z bloga My black lace za przyzwoleniem właścicielki

Krakowskie Spotkanie Gorsetowe! Musiałam tam być. Wiele pięknych gorsetów, do tego miałam okazję osobiście poznać bardzo utalentowaną Palinę szyjącą jako Corsetry & Romance. Jej gorsety to istne dzieła sztuki, sama też przybyła na spotkanie w gorsecie swojego autorstwa. Nawet trochę głupio mi było siedzieć z moim krzywusem obok takiej doskonałości. Ale dostałam za niego pochwałę! Polecam przeczytanie całej notki na blogu My black lace, znajdziecie tam pełen raport i dużo zdjęć pięknych gorsetów :D


Zdjęcie robione przeze mnie na szybko, zaraz po skończeniu. Z fleszem i bez flesza, w moim ciemnym pokoju. Następnego dnia już jechałam na Animachinę 2014 :D gorset jestem w stanie dowiązać do końca, wówczas przestaje odstawać lekko na dole. Na zdjęciu również widać różnicę w kolorze między gorsetem a czapką z Restyle.


w bonusie dorzucam wam również zdjęcia mock-upa, robionego z odciętych nogawek ze starych dżinsów :)

Następny konwent na którym będzie można obejrzeć tego wojskowego krzywusa (i pomacać) to Asucon XV, a później dam gorsetowi zasłużoną emeryturę i wezmę się za jego poprawianie.

Do zobaczenia w Katowicach!

wtorek, 22 lipca 2014

Restyle: Czarny underbust "VIOLIN" satynowy gorset longline

Licencjat obroniony, remont okien skończony, konwent Animachina 2014 zaliczony, więc nie mam więcej wymówek, żeby zwlekać z recenzją tego gorsetu.

Przed państwem: Restyle Czarny underbust "VIOLIN" satynowy gorset longline w rozmiarze 24"


Miałam lekkie obawy co do tego gorsetu. Koseatra na swoim blogu napisała bardzo szczegółową recenzję gorsetu Black Peacock i z tego co się orientuję, model Violin ma ten sam wykrój. Martwiłam się trochę czy nie będzie na mnie za długi (mam 158 cm wzrostu), do tego obwód bioder w moim przypadku jest minimalnie za duży. Ale wzięłam ten gorset raczej z myślą o noszeniu go do spodni z grubszych materiałów i z wyższym stanem. Inne gorsety średnio sobie radziły z takimi spodniami, natomiast ten sprawdza się znakomicie. Osobiście drażni mnie jego górne wykończenie. Specjalnie ubrałam czerwoną koszulkę, żeby dokładnie było widać ten kształt. Nie wbija się, nie jest niewygodne, ale jakoś tak burzy moje poczucie estetyki, do tego lubi się marszczyć na samym środku. W związku z tym gorset zestawiam z czarnymi bluzkami, wtedy ten dziwny kształt jakoś nie rzuca się w oczy.


Gorset ma aż 24 spiralne fiszbiny, ułożone parami obok siebie. Spiralne fiszbiny znajdują się również po obu stronach oczek do sznurowania. Częściowo spełniają swoją funkcję usztywnienia, ale wiadomo, że w tym miejscu lepiej sprawdzają się fiszbiny płaskie. Jednak ja nie mam najmniejszego problemu z tym, żeby sznurowanie układało się prosto. Busk jest sześcioczęściowy, wąski ale nie jest tak giętki, jak te, które znajdują się w tanich, plastikowych gorsecikach. Pod zapięciem znajduje się underbusk o szerokości 1,5 cm. Usztywniony nie wiadomo czym, szelestu nie słyszę, ale czuję, że jest tam jakaś dodatkowa warstwa "czegoś". To "coś" usztywniające wyczuwam również w pierwszym panelu gorsetu. Na stronie sklepu nie ma informacji o waist-tape, jednak wydaje mi się, że jest w gorsecie obecny, od panelu 3 aż do sznurowania. Modesty panel jest przyszyty z boku, można go odpruć, jeśli komuś przeszkadza. Panel jest nieusztywniany i ma szerokość aż 18 cm. Zdawało mi się, że lepsze są panele podwieszane, jednak ten jest zrobiony ze śliskiej tkaniny, a przez to dość łatwo go ułożyć.



Zastanawia mnie to sznurowanie. Skąd oni mają manię na sznurowanie kłosowe w jednym kierunku? Osobiście bardziej mi się podoba jak jest skierowane do środka w dół \/ a potem od środka do końca w górę /\. Niweluje to również problem zakończenia u dołu. Nie przekonują mnie te dwa supełki na dole. Czytałam, że nie ma z nimi problemów i nie wylatują przez oczka, jednak nie ufam temu rozwiązaniu. Zaraz po pierwszym założeniu i zdjęciu zmieniłam sznurowanie na krzyżykowe, z poziomym paskiem na samej górze (wyszło tak przez nieparzystą ilość oczek), a dół zawiązałam do środka na pojedynczy supełek. W tej sposób wiąże mi się go dużo łatwiej, a za poziomy pasek na górze przewlekam sznurki, żeby za nisko nie wisiały. Sam sznurek jest dość śliski i rozciągliwy, nie wystają z niego żadne nitki. Na początku na niego narzekałam, ale po zmianie sznurowania sprawuje się znacznie lepiej.


Rzut okiem na metkę. Sklep ma prawdziwą szajbę na punkcie umieszczania swojej nazwy gdzie się da. Aż dziw bierze, że nie umieścili jeszcze trzeciej nazwy od spodu metki, albo gdzieś na białych aplikacjach. Metka informuje nas o rozmiarze gorsetu (jest podany w calach, na stronie sklepu również, dlatego nie ma tutaj czegoś takiego jak rozmiar S, M, L, itd.). Od spodu metka informuje nas o składzie tkanin i kraju produkcji. Trochę szkoda, że jest tam napisane Made in China, a nie Made in Poland. No właśnie: tkaniny. Podszewka jest bawełniana, natomiast wierzchnia tkanina to satyna poliestrowa. To jest powód, dla którego nie miałam ochoty zakładać tego gorsetu na obecne upały, ale zwlekałam z recenzją już długo, dlatego się przemogłam. Gorset zdjęłam natychmiast po zrobieniu zdjęć na sobie.


Jeden z najważniejszych elementów, którym gorset zawdzięcza swoją nazwę "Violin" (chociaż moim zdaniem dorosłej babie rozmiarowo bliżej do nazwy "Cello"). Dwa kawałki białej i błyszczącej ekoskóry, wycięte i przyszyte białą nicią na gorset. No właśnie, skoro są przyszyte NA gorsecie, to skąd te dwie czarne nitki na nich? Boję się trochę je odcinać, ponieważ znajdują się w miejscu szwu tunelu na fiszbiny. Spróbuję je pomalować na biało, ale podejrzewam, że będą widoczne mimo to. Do tego widać, że te dwa kawałki mają lekko postrzępione brzegi (nie są niczym zabezpieczone) i nie prezentuje się to najlepiej. Motyw skrzypiec Restyle wykorzystał również przy produkcji torebek. Na blogu Silmeven mamy szczegółową recenzję jednej z nich i na zdjęciach widać, że tego typu elementy mogą być obszyte dookoła, co prezentuje się znacznie lepiej i prawdopodobnie ma również wpływ na trwałość tego typu elementów.


Jednak to nie koniec wad. Jak widać w miejscu oczek nie ma żadnych dodatkowych warstw tkanin, do tego swobodnie wsadziłam pod oczko paznokieć. I nie tylko pod to jedno. Obecnie nic złego się tam nie dzieje, ale w przyszłości może to skutkować ich wypadaniem. Kolejny minus dla Restyle.


Jest to mój pierwszy gorset o kroju typu longline (czyli taki, który zachodzi na biodra). Wyprofilowanie na zdjęciu jest przeciętne, w rzeczywistości prezentuje się trochę lepiej. Do tego mam jeszcze na plecach rezerwę 5 cm ale w taki upał nie zamierzam wiązać go do końca, głównie ze względu na poliester (wówczas zniwelowałoby się również marszczenie w dolnej części gorsetu). Gorset jest też minimalnie za długi - podczas siadania czuję, że lekko wbija się w uda. Nie jest to szczególnie uciążliwe, ale w przypadku tego gorsetu mogę zapomnieć o posiadówach w plenerze. Ale do noszenia na uczelnię, albo przyjęcie u rodziny jak najbardziej się nadaje. Nosi mi się go całkiem wygodnie, a nawet raz zdarzyło mi się w nim sprzątać dom i nie czułam dyskomfortu.

Czy gorset jest warty 145zł? Szczerze mówiąc mam mieszane uczucia. Gorset z jednej strony wygląda na licho wykonany, ma kilka wad, ale mam go u siebie już dwa miesiące i nic mu nie dolega, poza tym jestem jego drugą właścicielką. Gdyby nie okazyjna cena, raczej bym się na niego nie skusiła, chociaż jestem z niego zadowolona. Ale jednocześnie nie umiem się oprzeć wrażeniu, że posiadając pewne zdolności manualne lepiej wziąć zwykły czarny underbust od konkurencji, który byłby wykonany znacznie solidniej i naszyć aplikacje we własnym zakresie. Szczególnie, że bez tych dwóch aplikacji gorset jest całkiem pospolity.

Dostałam wieść z frontu, że mój gorset pochodzi ze "starej" serii i nowsze mają nieco inny wykrój, inny sznur i chyba jeszcze inny busk (szerszy). Ale jak znam Restyle to podejrzewam, że nadal ma na sumieniu takie grzeszki jak niechciane nitki i luźne oczka.

sobota, 10 maja 2014

Prawie jak Alchemy Gothic - prawie robi wielką różnicę.

Piszę ten post, ponieważ oszustwa nie zniesę.

Jakiś czas temu kupiłam podróbę biżuterii Alchemy Gothic - naszyjnik i nausznicę "Passion" (ciekawe ile osób w tym momencie postanowiło mnie za to spalić na stosie). Kupowałam z pełną świadomością, że dostanę nieoryginalny produkt. Ale post nie będzie o tym, że ktoś mnie oszukał, czy coś w tym stylu.
Kolejny raz z rzędu zauważyłam w sieci przypadek żerowania na nieświadomych osobach i wmawiania im, że z drugiej ręki dostaną oryginalny produkt AG, podczas gdy tak naprawdę jest to podróba. Tylko po czym poznać, że podróba jest podróbą?

Najpierw przyjrzyjmy się zdjęciom sklepowym


Na zdjęciach sklepowych widać co i gdzie się znajduje i jak produkt wygląda. Jak oryginał tej biżuterii powinien się prezentować w rzeczywistości? Poszperałam po zagranicznych blogach.


Miniatury zdjęć prowadzą do oryginalnych blogów

Podkreślam - to nie są moje zdjęcia, ponieważ sama oryginałów nie posiadam, ale prezentuję je tutaj, żeby inni wiedzieli na co zwrócić szczególną uwagę. Jak widać otrzymany produkt zgadza się ze zdjęciem sklepowym, a nawet mam wrażenie, że wygląda trochę lepiej.
AKTUALIZACJA!


Udało mi się zdobyć oryginalną zausznicę Passion z Alchemy Gothic i zrobiłam jej porównanie z kopią widoczną w tym poście, jak i inną, zdobytą w międzyczasie.
Post z recenzją porównawczą: Alchemy Gothic Passion Earring - ciąg dalszy

A teraz przyjrzyjmy się podróbie jednego i drugiego


Już na pierwszy rzut oka widać, czego brakuje, ale o tym wspomnę później. Trzeba zwrócić szczególną uwagę na jeden detal, który wykorzystują nieuczciwi sprzedawcy i dotyczy to naszyjnika.


Tak, skośnoocy podrobili w naszyjniku nawet sygnaturę Alchemy Gothic (dziwnym trafem w nausznicy już nie). W praktyce oznacza to, że obecność sygnatury nie jest żadną gwarancją, że kupujemy oryginalny produkt. Sprzedawcy robią własne zdjęcia swojej podróbie, żeby zyskać na wiarygodności i jednocześnie strzelają sobie w stopę, albo czekają na jelenia, który da się nabrać. No bo kto wątpi w oryginalność produktu, który ma sygnaturę? Ano ja wątpię, ponieważ moja podróba właśnie ją ma.
Dlatego trzeba zwrócić uwagę na detale. Ogólnie porównując moje zdjęcia podróbek i znalezionych w sieci oryginałów najpierw widać różnicę w mniejszych koralikach. Koraliki powinny mieć kształt łezek i metalowe, srebrne koszyczki. W podróbach takich koszyczków nie uświadczycie, a przez ich brak mniejsze koraliki są krótsze i mają też nieco inny kształt. Ale warto też przyjrzeć się dużej łezce w naszyjniku. Na podróbie "ramka" dookoła jest strasznie wąska, na zdjęciach prezentujących oryginał widać, że jest szersza i ma znacznie ładniej wykończone "haczyki" przytrzymujące kryształek. Oprócz tego podróby wyglądają dość topornie. Kwestia dużej łezki "odwrotnej" w mojej nausznicy wynika z czegoś innego ale o tym też napiszę.

Dlaczego kupiłam podróbki? Z kilku powodów. Pierwszy to oczywiście finanse. Za swój naszyjnik, nausznicę i jeszcze wysyłkę razem dałam mniej niż 30zł, a kupowałam w sklepie na allegro. Oryginały kosztują odpowiednio więcej (nausznica 72.90zł, naszyjnik 95.99zł na rockmetalshop) i obecnie nie mogę sobie pozwolić na taki wydatek. Drugi powód to taki, że nie miałam pewności, czy tego typu biżuteria będzie się na mnie dobrze prezentować i do mnie pasować. Jest całe mnóstwo pięknych rzeczy, które odpowiadają mojej estetyce, ale na mnie nie zawsze dobrze wyglądają. Gdybym kupiła oryginały Alchemy Gothic, a potem źle bym w nich wyglądała to nie chcę sobie nawet wyobrażać swojej reakcji. Podróbek nie byłoby mi aż tak żal jak oryginalnych produktów. Jest jeszcze jeden powód, który mnie ogólnie powstrzymuje przed kupnem oryginałów. Od jakiegoś czasu spotykam się z opiniami, że jakość produktów Alchemy Gothic wyraźnie spadła w ciągu kilku lat. Nie wiem ile w tym prawdy bo oryginał mam tylko jeden (pierścień Betrothal) i nic złego się z nim póki co nie dzieje.


Co mogę jeszcze powiedzieć o posiadanych podróbkach? Zacznę od naszyjnika. Wspominałam już, że w porównaniu ze zdjęciem oryginału widać wyraźnie, że jest wykonany dość topornie i niezbyt dokładnie. Same wstążki też sprawiają wrażenie bardzo kiepskiej jakości (chociaż zmiana wstążki to nie problem). Ale wiedziałam co kupowałam i za jaką cenę. Zapięcie w kształcie nietoperzych skrzydełek działa prawidłowo, wstążki są przeplecione przez nie w taki sposób, że można regulować długość naszyjnika i nic nie spada, ani się nigdzie nie rozlatuje.
Z nausznicą jest nieco ciekawiej. Sprzedawca allegro oferował, że sprzedają nausznicę zarówno w wersji na lewe jak i na prawe ucho. Oryginał jest oczywiście tylko na ucho lewe, w dodatku ja sama bardzo nie lubię tego typu kolczyków nosić na prawym uchu. Prosząc sprzedawcę o wersję na lewe ucho otrzymałam... wersję odwrotną. Po wymianach maili mieli dosłać mi wersję właściwą, ale znowu dostałam wersję na prawe ucho. Ostatecznie doszliśmy ze sprzedawcą do porozumienia, a on sam się przyznał, że jednak wersji na lewe ucho nie posiadali w magazynie (szkoda, że nie sprawdzają co sprzedają, zanim wystawią towar...). Ale poza tą jedną pomyłką kontakt ze sprzedawcą był w porządku i zwrócił mi pieniądze za wysyłkę pocztową. Ale, ale. Na moim zdjęciu jest wersja na lewe ucho. A owszem. Posiadałam również jeszcze inną podróbkę tej nausznicy, ale koraliki miały strasznie pomarańczowy odcień i nieładny kształt kryształków, taki jajowaty. "Korpus" (że tak to nazwę) z prawej nausznicy był krótszy i szerszy niż od lewej, a przez to mniej wygodny na moje ucho. Dlatego zamieniłam je miejscami, a stąd wzięła się odwrócona wersja dużej łezki.
Ogólnie biżuteria jakoś się trzyma, nic się nigdzie nie rozpada, ani nie różowieje. Ale to może się okazać tylko kwestią czasu. Jeśli finanse pozwolą to na pewno kupię oryginalne wersje, a wtedy będę je mogła jeszcze dokładniej ze sobą porównać.